• W ostatnim numerze
  • Numer 11-12/2008
© "Chrześcijanin", nr para.htm/uzupelnienia
Drukuj Wyslij adres A A A  

    Spis treści:
  1. Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. I
  2. Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. II
  3. Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. III

Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. I

Kazimierz Sosulski

"Abyśmy już nie byli dziećmi miotanymi i unoszonymi lada wiatrem nauki, przez oszustwo ludzkie i przez podstęp, prowadzący na bezdroża błędu."

Jedno z aktualnych zagadnień rzeczywistości dzisiejszego Kościoła na świecie stanowi sprawa tzw. "strategicznej walki duchowej". Dotyczy to również naszego kraju.

Jaki jest motyw skłaniający tak wielu wierzących biblijnie chrześcijan do wstępowania w szeregi bojowników pragnących wiązać moce ciemności nad poszczególnymi obszarami geograficznymi, miastami, cmentarzami, krajami wreszcie? Niewątpliwie jest w tym gorące pragnienie, by zatryumfował tam Chrystus. My, Polacy, bolejemy nad bałwochwalstwem i ślepotą naszego narodu, dla którego ta Maryja z obrazu, której praktycznie oddaje się cześć większą niż Wszechmogącemu Bogu i Zbawicielowi to niemal osoba należąca do "Świętej Czwórcy", a dla niektórych nawet i Świętej Trójcy. Pragniemy, by nasz naród został przeobrażony dzięki mocy Ducha Świętego, dzięki jego potężnemu działaniu, które tak jest Polsce potrzebne. Wiemy też, że zawsze i wszędzie tam, gdzie następowało prawdziwe przebudzenie, poprzedzało je gorące oczekiwanie w modlitwie Bożego ludu. Wydawałoby się, że tak jest i teraz. Wielu z nas słyszy o przebudzeniu, pragnie przebudzenia, a niektórzy nawet się o to modlą. O co więc chodzi tym, którzy nie akceptują tej nowej strategii walki duchowej, czyżby nie zależało im na zbawieniu jak największej liczby rodaków? Ba, całej Polski wręcz?

Cel "strategicznej walki duchowej" jest bardzo chwalebny - zdobyć dla Chrystusa całe kraje, całe narody. Czy jednak założenie, że jest to możliwe ma naprawdę biblijne podstawy? Czy nie jest to nadzieja fałszywa? Na co powołują się propagatorzy tych metod, ogłaszający wspaniałe rezultaty swoich praktyk? I czy po bliższym sprawdzeniu okazują się one takimi rzeczywiście? I druga wiążąca się z tym sprawa. Wielu mądrych ludzi w czasie swojej duchowej wędrówki miało możność stwierdzić, że proste założenie: "jeśli coś działa, to musi być z Boga" jest z gruntu fałszywe. Nie w ten sposób mamy osądzać prawdziwość danego cudu czy objawienia. Najpierw musimy zbadać sprawę biorąc pod uwagę obiektywizm Bożego Słowa, które w swoich standardach i objawieniu pozostaje niezmienne. Patrzenie na tzw. "owoc", czyli rezultat (np. większa liczba nawróceń czy uzdrowień) może być mylące, zwłaszcza, że nie jesteśmy w stanie dokładnie stwierdzić na ile te skutki są prawdziwe. Współczesne masowe ewangelizacje przebudzeniowe "produkują" coraz więcej pseudoodrodzonych chrześcijan. Można już wręcz mówić o pojawieniu się rzeszy "nominalnych zielonoświątkowców lub charyzmatyków". Smutne to, ale prawdziwe.

Weźmy choćby pod uwagę, kolportowany w naszych kręgach na kasecie wideo, film zatytułowany "Transformations" ("Przeobrażone miasta"). Ma on wykazać, że całe miasta (a następnie kraje) mogą zostać przemienione z bezbożnych w chrześcijańskie. Pozamykane z braku przestępców zostaną więzienia, zniknie handel narkotykami i fałszywe religie, uciekną szamani i czarownice, a rządzić będzie lud Boży. Stanie się tak w tych miejscowościach dzięki zjednoczonym siłom Kościoła, gdy ludzie wierzący, gromadząc się tłumnie na stadionach i w kaplicach, przez całą dobę będą się modlić o zbawienie swojego miasta.

Wspomniana kaseta o tym nie mówi, ale szerzone w świecie i w naszym kraju nauczanie dotyczące "strategicznej walki duchowej" zakłada, oprócz długotrwałych modlitw wierzących (co przecież samo w sobie nie jest praktyką złą, a raczej właściwą) także inne działania. Konieczne jest zdaniem propagatorów tego ruchu zbadanie historii terytorium, o które mamy walczyć, aby usunąć wszelkie wiszące nad nim przekleństwa, należy zbudować "duchowe ołtarze", aby pokonać demony panujące nad danym obszarem geograficznym. Trzeba planować strategię sprowadzenia tam przebudzenia. Działania te nazywa się "usuwaniem przeszkód na drodze do przebudzenia". Przyświeca tym poczynaniom przeświadczenie, że Bóg MUSI dać to, o co prosi Kościół, gdy tylko spełnione zostaną konkretne warunki. Tkwi w tym założenie, że jest to jakby sprawa oczywista - 2+2 musi dać w sumie 4. Tylko, że przy takim założeniu suwerenny Bóg zostaje sprowadzony do roli przedmiotu. Wyleje swojego Ducha tam i wtedy, gdzie i kiedy zadecyduje o tym Kościół. Po prostu nie będzie miał wyjścia.

Dzięki wspomnianemu filmowi odwiedzamy cztery miejscowości (dwie w Ameryce Płd., jedną w USA i jedną w Afryce), które przeżyły "transformację". Hasło brzmi: "Czy możemy zmienić duchowe DNA (budowę genetyczną) danego miasta"? Okazuje się, że możemy. Tak można sądzić na podstawie przedstawionych tam faktów. W Gwatemali jednym z dowodów Bożego nawiedzenia miasteczka Almolonga są olbrzymie warzywa i owoce, które teraz tam rosną. Ktoś z wierzących sprawdził tę sprawę. Okazuje się, że miejsce to jest znane naukowcom z tego powodu, że stosuje się tam w nadmiernych ilościach chemikalia, które nie są obojętne dla zdrowia tamtejszej ludności. W świetle tego faktu nie można się dziwić, że rozmiary warzyw nie robią na nich wrażenia. Inna przyczyna wielkich plonów to także to, że do połowy lat 90 ów kraj znajdował się w stanie wojny, co miało wpływ na wcześniejsze złe plony.

O mieście Cali, w Kolumbii, dowiadujemy się z filmu, że przebudzenie miało w nim tak szeroki zasięg, że zniknęła mafia handlująca narkotykami, można bezpiecznie chodzić nocą po ulicach itp. Czy te przedstawione w filmie skutki są trwałe? Okazuje się, że niestety nie. Sytuacja w mieście jest teraz gorsza niż kiedykolwiek przedtem. Występująca w filmie żona zamordowanego pastora ostatnio napisała w swoim liście do znajomych, że musi chodzić z obstawą, gdyż morderca jej męża (który jest na wolności) otwarcie głosi, że zamorduje również ją i jej córki. Nabożeństwa są teraz często atakowane przez satanistów i inne bandy, co zagraża bezpieczeństwu wierzących (grozi to nawet likwidacją niektórych zborów) i wymaga interwencji policji. Obecną sytuację owa żona zamordowanego pastora (która sama jest teraz pastorem) określiła następująco: "Przerażająca ciemność zawisła nad naszym miastem. Sytuacja gospodarcza i polityczna jest gorsza niż kiedykolwiek przedtem" - napisała to w październiku '99. Podobnych przykładów jest więcej i omówienie ich wymagałoby osobnego opracowania, ale nie jest to chyba konieczne.

Zastanówmy się na czym polega nowość lansowanych pojęć "duchowej walki", "duchowej mapy" i "strategicznej modlitwy wstawienniczej" i ich niezgodność z nauczaniem Biblii. Zostały one spopularyzowane w ciągu ostatniej dekady naszego kończącego się obecnie wieku przez charyzmatyczny gnostycyzm, który zadomowił się w Kościele na dobre. Piszemy to z całą świadomością, jako charyzmatycy, zielonoświątkowcy z doświadczeniem w walce duchowej, nie jako przeciwnicy darów Ducha czy modlitwy wstawienniczej. Musimy mieć świadomość, że istnieje teraz coś takiego, jak niebiblijny ruch charyzmatyczny, który należy demaskować i od niego się odciąć. Tak, odciąć, ponieważ te gnostyczne wpływy są jak rak, który już od lat w ukryciu rozwija się w Kościele na świecie, zarażając coraz to większe rzesze ludzi, organizacje, zbory i społeczności. Dzięki nawoływaniom do "jedności" wszystkich denominacji, do tolerancji i likwidowania "ducha krytycyzmu" rak ten jest w stanie zniszczyć każdą uczestniczącą w tym ruchu grupę. Mało kto już się przejmuje tym, co mówi Biblia na temat rozmaitych herezji. A tymczasem Słowo Boże każe nam je gromić i demaskować, a nie przymykać na nie oczy i brać w nich udział (Rz 16,17-18; Tyt 1,9-16) oraz dążyć do "jedności" kosztem prawdy.

"Agresywna walka duchowa" według ludzi z "ruchu przebudzeniowego Toronto" oraz organizacji "Spiritual Warfare Prayer Network" Petera Wagnera, który pragnie stworzyć "globalny Kościół apostolski" pod rządami nowych światowych "apostołów i proroków", polega m.in. na "tworzeniu grup komandosów", wysyłaniu "szpiegów", którzy będą sprawdzać jaskinie (wykrywać w nich skupiska demonów), badać góry, rzeki, linie ezoteryczne danych regionów, aby w ten sposób "zebrać jak najwięcej informacji na temat wojsk wroga" i pokonać go dzięki dobrze obmyślonej strategii modlitewnej, uderzając go w tzw. "czuły punkt". Ma w tym swoje miejsce sporządzenie "duchowych map" cmentarzy oraz obozów koncentracyjnych w Polsce, a także zawieszenie plastikowych tabliczek z napisem "Jezus żyje" na krucyfiksach w całym kraju, aby w ten sposób pokonać w naszej ojczyźnie moce ciemności i nawrócić ją wreszcie do prawdy.

Ale zadajmy sobie pytanie: Czy Bóg zajmuje się zbawianiem całych narodów? Czy w Biblii (z wyjątkiem resztki Izraela w czasach eschatologicznych - Rz 11,26) istnieje coś takiego jak pojęcie "zbiorowego zbawienia"? Słyszy się np., że zostanie wyzwolony spod panowania sił ciemności cały kontynent europejski, dzięki czemu wielkie masy ludzi zobaczą prawdę i zostanie zbawiona cała Europa, a "kluczem do wyzwolenia" ma być (jako jej centrum) właśnie Polska.

Post i modlitwa o nawrócenie (zbiorowe) całego naszego narodu od kultu Królowej Niebios do Jezusa Chrystusa są niezgodne z tym, co mówi na temat nawrócenia Biblia. Nigdzie w niej Bóg nie obiecuje, że będzie zbawiał całe narody, natomiast wyraźnie widać, że zawsze tylko resztka wykupiona krwią Chrystusa "nie oddała czci Baalom" i stała się Jego własnością. Bóg zajmuje się zbawianiem poszczególnych jednostek, a nie masowym nawracaniem ludzi, by zaistniało na ziemi widoczne "Królestwo" (dzięki temu, że "większość ludzi będzie żyła według Jego przykazań i w ten sposób zostanie nareszcie obalone panowanie szatana"). Jego Królestwo "nie jest z tego świata" (J 18,36). Jezus powiedział wyraźnie, że tylko niewielu będzie zbawionych (Mt 7,13-14) i tego nigdy nie cofnął. Jego słowa są prawdziwe i trwają na wieki. Z każdego narodu, plemienia i języka wybiera sobie tych, którzy Go ukochali i trwają w Jego prawdzie. Jednak większość obywateli tych krajów, skąd pochodzi jego lud, będzie nadal zbuntowana przeciwko Bogu, a im bliżej końca, tym gorszy będzie ich bunt i nienawiść do Prawdy. Biblia przepowiada to tak wyraźnie, że aż dziw, jak ci nowi prorocy mogą zupełnie to ignorować, a głosić swoje własne wizje pomyślności, jedności, zbawienia narodów i światowego pokoju, tak właśnie jak czynili to fałszywi prorocy, prorocy Baala. (1Krl 19,18; Jer 14,10-14; Jer 28,7-17; Ez 13,8-8; 1Tes 5,3; 2Tym 3,1-8.13; Obj 9,20-21).

Tak na przykład Cindy Jacobs, prorokini ruchu "modlitwy wstawienniczej" (wg nowego paradygmatu, wzorca myślenia - jest to tworzenie "Królestwa Bożego" na ziemi naszymi wysiłkami jako "zjednoczonego Kościoła"), ogłosiła, że po intensywnej i wieloletniej walce duchowej przeciwko "Królowej Niebios" w różnych częściach świata, moce ciemności zostały pokonane, nastąpił "duchowy przełom".

Pytanie brzmi: Jeśli to prawda, to czemu tak wielu ludzi w tych krajach nadal modli się do "Maryi"? Czy ta "duchowa walka" w jakikolwiek sposób otworzyła im oczy na prawdę i wyzwoliła ich z tej fałszywej religii? Nic o tym nie słychać, natomiast nadal miliony czczą zarówno papieża, jak i "Królową Niebios". I nikt nie może ich zmusić do tego, żeby przestali, nawet Bóg - gdyż On daje każdemu wolny wybór. Naszym zadaniem, jako Kościoła, jest mówić prawdę, a nawet "głosić ją na dachach" - i takie jest biblijne pojęcie duchowej walki przeciwko siłom ciemności. Rysowanie mapek, chodzenie po górach i jaskiniach czy cmentarzach, by wiązać tam duchy lub poznawać tajemnice z przeszłości, trąci spirytyzmem, okultyzmem i na pewno nie jest zdrową nauką oraz Bożą metodą nawracania ludzi. Na marginesie: prorok Ezechiel (7,5-27) wspomina coś o ludziach chodzących po górach. Może właśnie to słowo należy skierować teraz do tych nowych charyzmatycznych gnostyków, którzy ukochali swoje "nowe objawienia" bardziej niż czyste i jasne Słowo Boże?

Co tak naprawdę leży u podłoża tego nowego pojmowania walki duchowej? Filozofia tego ruchu opiera się na jednym z poglądów dotyczących eschatologii zwanym postmillenializmem. Według nowych "proroków" i "apostołów", Bóg chce ustanowić swoje Królestwo na ziemi (czyli zewangelizowac świat i zaprowadzić swoje rządy we wszystkich narodach i sferach życia), zanim Chrystus będzie mógł tu powrócić i objąć panowanie jako Król królów i Pan panów. Wszystko spoczywa więc w rękach Kościoła, który obecnie jest "Chrystusem na ziemi" mającym Jego autorytet i moc. I dopóki Kościół nie weźmie się wreszcie do pracy i nie pokona szatana w okręgach niebieskich, nie zdobędzie poszczególnych regionów naszej planety dla "Chrystusa", nie ma mowy o powrocie Jezusa, a Bóg "ma związane ręce", jako że to MY mamy zaprowadzić tutaj Jego Królestwo. To MY mamy pokonać szatana (a nawet śmierć). Nie Chrystus. Cała uwaga skupia się obecnie na kluczowej roli Kościoła na świecie przeznaczonego do "wyzwolenia narodów". Jako dowód na taki sposób myślenia, słowa jednego z szanowanych w tym ruchu nauczycieli i "apostołów", Billa Hamona:

"Jezus czeka na swój Kościół. Wszystko to, co upadek człowieka w grzech odebrał ludzkości, Jezus - poprzez swój Kościół - przywróci i naprawi. Kiedy Kościół położy pod swoimi stopami wszystkich nieprzyjaciół Chrystusa, to wtedy dopiero Chrystus zostanie zesłany z Nieba na ziemię jako objawiona Głowa tego fizycznie zmartwychwstałego i przemienionego Kościoła" (Bill Hamon, "Prophets and personal prophecy").

Tymczasem Pismo Święte wyraźnie mówi, że dopóki jesteśmy na świecie, będziemy tu znienawidzeni i prześladowani. My "nie jesteśmy z tego świata", czyli nie naszą jest sprawą obejmowanie rządów nad narodami, zdobywanie ziem - geograficznie - dla Chrystusa. Nasza nadzieja jest "niebiańska", nie ziemska. Jesteśmy tutaj tylko pielgrzymami, w drodze do wiecznego, przyszłego miasta, które z tą ziemią nie ma nic wspólnego (Hbr 13,13-14). Wszystkie obietnice dotyczące panowania Chrystusa na ziemi odnoszą się do czasu PO Jego powrocie i osądzeniu narodów. Wiemy, że kiedy powróci, nie będzie już prawdziwej wiary na ziemi (Łk 18,8), gdyż - z wyjątkiem resztki Jego ludu, jak było podczas potopu za czasów Noego (Łk 17,25-26) - ludzie masowo zostaną zwiedzeni.

Drugim błędny aspekt tej nauki to fakt, iż nie ma ona żadnego konkretnego poparcia w Biblii, z wyjątkiem fragmentów wyrwanych z kontekstu i przekręcających jego znaczenie. Tak więc wiara w "związywanie terytorialnych demonów" przez wtajemniczonych "żołnierzy i generałów Pana" jest błędna i po prostu przeciwna objawieniu zawartemu w Piśmie Świętym, które ma być dla nas jedynym przewodnikiem w sprawach praktykowania naszej wiary.

To prawda, że Danielowi zostało objawione poprzez anioła istnienie "księcia anielskiego królestwa perskiego", ale czy na tej podstawie można tworzyć pogląd, że każdy kraj ma swojego demonicznego księcia, którego my musimy związać, aby "splądrować jego dom" (kraj) dla Bożego Królestwa? Nauka Jezusa o związaniu mocarza (Mt 12,29) nie mówi o związywaniu terytorialnych demonów, ale o tym, że Jego śmierć na krzyżu na wieki pokona wpływ szatana w życiu tych, którzy Go przyjmą jako Zbawiciela. Dzięki temu zwycięstwu Chrystusa, Bóg "może ograbić dom mocarza" i zgromadzić dzieci do swojego Królestwa (1J 4,4). Kiedy w Nowym Testamencie jest mowa o "związywaniu i rozwiązywaniu" to chodzi tam o wzajemne przebaczanie, zborową dyscyplinę (Mt 18,15-18), modlitwę i głoszenie Słowa o Chrystusie (Mt 16,16-19), a nie o związywanie mocy książąt anielskich rządzących w powietrzu.

O ile wiemy, Daniel nie zajmował się tworzeniem "duchowych map", nie wiązał żadnego demona nad krajem ani nie modlił się przeciwko "terytorialnym duchom", on nawet nie miał o nich pojęcia. Cała walka i "strategia" prowadzona była poza świadomością i wpływami Daniela (wystarczyło, że jego modlitwa dotarła do Boga, bo do Boga mamy się modlić, a nie do demonów lub "przeciwko nim"). Aniołowie Pana na Jego polecenie walczyli z przeciwnikiem, nie Daniel. Daniel na wiadomość o księciu perskim nie zgromił go ani nie posłał do piekła, co dzisiaj jest powszechnie praktykowane. Przeciwnie, w Liście Judy 9 jest powiedziane, że "nawet archanioł Michał, gdy z diabłem wiódł spór, nie ośmielił się wypowiedzieć bluźnierczego sądu, lecz rzekł: "Niech cię Pan potępi". Dzisiaj natomiast słyszymy liderów tego ruchu otwarcie i śmiało wyzywających szatana, przeklinających go publicznie na stadionach i wysyłających go do piekła - jakby ich słowo było słowem samego Boga, który jedynie ma tę moc!

Nie mówimy tutaj o indywidualnej praktyce wyganiania demonów, kiedy w imieniu Jezusa możemy uwolnić zniewolonego człowieka z mocy złego ducha, ale o nowej teologii "terytorialnych duchów", gdzie to MY rozkazujemy aniołom, by w naszym imieniu prowadzili walkę z siłami ciemności nad całymi krajami. Znacznie przekracza to zasięg duchowego autorytetu Kościoła w obecnym wieku. Jak wynika z Judy 9 czy 2Piotra 2,11, nawet aniołowie Pańscy nie wydają wyroku na szatana i nie związują jego ani jego działania na ziemi, gdyż uczynią to we właściwym czasie (Obj 20,1-3). To nie w naszej mocy jest związywanie duchów ciemności, jakie panują "w powietrzu" (Ef 2,2). Naszym zadaniem jest modlenie się wyłącznie do Boga i w Jego rękach należy pozostawić rozwiązanie tego "kosmicznego konfliktu". Ludzie, którzy nauczają obecnie "technik" pokonywania szatana itp. fałszywych nauk, są opisani w 2Piotra 2,9-12, Judy 8-11. Są to bardzo ostre słowa, jednak prawdziwe.

Należy przy tym jasno stwierdzić, że wiara w istnienie "duchów terytorialnych" i ich pokonywanie należy w rzeczywistości do pogaństwa. "Według wierzeń pogańskich, ten kto odniósł zwycięstwo nad cudzym bogiem, otrzymywał w nagrodę jego dobra i terytorium. Aby pokonać głównego demona rządzącego w danym miejscu i wygrać bitwę, trzeba zdobyć kawałek jego ziemi dla swojego boga. Gnostycy wierzyli w duchowe "warownie" ustanowione w powietrzu nad każdym miastem. Jest to myślenie bardzo podobne do tego, jakie widzimy w ruchu walki duchowej, którego główne założenie polega na zdobywaniu dla Chrystusa całych miast poprzez odebranie nad nimi władzy nieprzyjacielowi. W perskim gnostycyzmie istnieją dwaj bogowie, zły i dobry. Ten dobry rządzi światem duchowym, natomiast zły - światem materialnym. Wszystko zło jakie się dzieje na świecie zostaje przypisane bogu złemu, natomiast dobry bóg stanowi jak gdyby przeciwieństwo tego zła, dla zachowania na ziemi równowagi. Wynika z tego, że obaj bogowie mają taką samą moc zarówno jeśli chodzi o jej jakość, jak i zasięg. Tylko od jego czcicieli zależy to, czy dobry bóg wygra ową bitwę" ("The Agony Of Deceit", Moody Press, s. 133).

Według gnostyków tylko wtajemniczona elita, określana mianem "zwycięzców", wspinająca się na coraz to wyższe poziomy duchowego rozwoju dzięki coraz to nowym objawieniom i "wizytom w niebie" osiągnie taką doskonałość tu na ziemi, iż będzie w stanie pokonać nawet szatana w okręgach niebieskich, odbierając mu w końcu władzę nad światem.

Tak więc praktykę chodzenia po górach, aby ogłaszać tam panowanie Pana nad danym miejscem czy krajem, zaczerpnięto z wierzeń pogańskich, według których konkretny bóg może rządzić konkretnym terytorium, jeśli jego słudzy je dla niego zdobędą. To samo robią sataniści, wyznawcy New Age i innych religii nie mających nic wspólnego z chrześcijaństwem. Ogromne grupy njuejdżowców gromadzą się w jakimś konkretnym miejscu ziemi, nucą swoje duchowe pieśni oraz modlą się do swoich demonów o ustanowienie ich panowania na ziemi. To samo robią czarownice. Tak więc chodzenie po cmentarzach i rozpoznawanie tam duchów kojarzy się raczej ze spirytyzmem i okultyzmem. Na pewno nie jest to coś, do czego zachęca nas Biblia.

Wbijanie kołków w ziemię zaznaczających cztery strony świata i w ten sposób oznajmianie szatanowi i Bogu, że to terytorium należy do nich - do chrześcijan i Chrystusa, gdyż pokonali tam szatana, to kolejna praktyka ludzi działających w "Sieci Walki Duchowej". Mówi się wtedy: "Od tej pory ten obszar zostaje powierzony Bogu".

I znowu ma to korzenie pogańskie, gdyż Bóg nie jest zainteresowany zdobywaniem jakiegoś ziemskiego terytorium w sensie geograficznym, natomiast szatan - tak. Bóg chce zdobywać ludzkie serca. Jego Królestwo to nie jest królestwo widzialne w sensie fizycznymi; nie można zmierzyć jego powierzchni w metrach kwadratowych. Bóg panuje w sercach tych, którzy Mu służą "w duchu i w PRAWDZIE".

Zatem dopóki grzesznicy chcą żyć w zgodzie ze swą upadłą ludzką naturą czy być oszukiwani przez fałszywe religie, nie mamy żadnej nadziemskiej władzy, by ich zmusić do zaprzestania tych praktyk i robienie "duchowym mapek", wbijanie kołków, chodzenie po górach i jaskiniach niczego nie zmieni. Jest to tylko strata cennego czasu, który mógłby być wykorzystany na głoszenie prawdziwej ewangelii, nawet jeśli większość nie będzie chciała jej przyjąć.

To co daje nam zwycięstwo nad siłami ciemności nie ma nic wspólnego ze związywaniem "duchów terytorialnych" czy "łamaniem mocy przekleństw" nad danym krajem. Jest to zwycięstwo nad złem w życiu poszczególnych jednostek, które pokonały szatana dzięki krwi Jezusa, obecności Ducha Świętego w nich oraz Słowu Bożemu, które wiernie głoszą. Żadne techniki tu nie pomogą ani też nie są wymienione w Biblii.

Dlaczego więc ludzie wierzący w swej gorliwości wpadają w tę sieć? Pomysł "szpiegowania przeciwnika", "wykrywania jego tajemnic" dostarcza ludziom niesamowitych dreszczy emocji i daje poczucie dokonywania czegoś "ważnego" dla Bożego Królestwa. W dodatku nie każdy może to robić, powołana do tego jest tylko mała grupka wybranych sług, gdyż inni są zbyt "niedojrzali" i zbyt "prostaccy" duchowo. Tylko, że zaraz nasuwa się tu refleksja, że w takim razie niezbyt dojrzały duchowo był cały Kościół z pierwszego wieku, bo nie znał tych "głębokich prawd", które dzisiaj posiadamy MY. Przecież nic takiego nie stosował skoro ani słowem o tym nie wspomina. Całą swoją uwagę dzisiejsi "komandosi" skupiają na szatanie i jego demonach, zamiast patrzeć na Jezusa - "sprawcę i dokończyciela naszej wiary". Uczestniczenie w tego rodzaju "ukrytych działaniach" może wywoływać swoiste poczucie wyższości z racji poznania sekretów, których często nie można zdradzić innym. Można się obawiać, że są to sekrety pochodzenia diabelskiego, bo dotyczą demonów, które mogą być autorami zwodniczych objawień. Jest to doprawdy dobry sposób zwodzenia. Szatan podsuwa bardzo "godny cel", po czym jeszcze podpowiada, jakich fałszywych metod działania trzeba użyć po to, by nie dały rzeczywistych duchowych rezultatów (oprócz "jednoczenia się Kościoła" i burzenia wszelkich doktrynalnych barier, które mają go ochraniać przed zwiedzeniem). Takie właśnie skryte działania polegające m.in. na niszczeniu bądź paleniu obrazów maryjnych na miejscu ich obecnego czczenia, gromienie diabła z najwyższych miejsc sanktuariów maryjnych, odbyły się m.in. w Licheniu i Częstochowie, a przecież Jezus, wszystko co dokonywał i nauczał - czynił otwarcie i nie bał się jakiegoś "zdemaskowania". Jeśli wywracał stoły i usuwał handlarzy - to odważnie i publicznie. Inne sposoby są szamańskie i należą do ciemności. Pan powiedział do Żydów przybyłych, aby Go pojmać: "Ja jawnie mówiłem światu; ja zawsze uczyłem w synagodze i w świątyni, gdzie się wszyscy Żydzi schodzą, a potajemnie nic nie mówiłem" (J 18,20). Diabeł po obejrzeniu akcji spalenia obrazków lub wbicia palików nie wyjdzie dobrowolnie z serc ludzkich. Spalenie przedmiotów kultu, nawet gdyby odbyło się ono na oczach ludzi, może co najwyżej wzburzyć ich, jeśli nie rozumieją swych nieprawidłowych wierzeń. Prawdziwa walka o duszę musi stoczyć się wewnątrz człowieka. Osoba niewierząca powinna najpierw wysłuchać, a potem osobiście ustosunkować się do przedstawionej jej otwarcie i szczerze ewangelii Bożej. Wszelkie rytuały czynione skrycie w intencji zbawienia niewierzących (z wyjątkiem modlitwy przyczynnej zanoszonej do Boga z towarzyszącym jej świadczeniem i objaśnianiem ludziom ich błędów - jak np. w Rzymian 10,1-2) nie pochodzą z Pisma Świętego jako przykłady praktyki chrześcijańskiej.

W ramach tej "strategicznej walki" szatana trzeba wyganiać non-stop przez 24 godziny na dobę, inaczej nic nie osiągniemy. W ten sposób lud Boży traci cenny czas, który mógłby spędzić bardziej produktywnie, poświęcając się głoszeniu ewangelii, zdrowej modlitwie wstawienniczej lub studiowaniu tego, co naprawdę mówi Biblia, by i innych móc nauczać prawdy, a nie "baśni" (1Tm 1,3-7; 4,13.16; 2Tm 3,14-17; 4,2-5).

Weźmy za przykład wizytę apostoła Pawła w Atenach. Kiedy tam przybył, obruszył się w duchu na widok panującego tam bałwochwalstwa. I co w związku z tym uczynił? Czy zwołał grupę wytrenowanych "komandosów i generałów modlitwy wstawienniczej", aby związać rządzącego tym terytorium "ducha bałwochwalstwa"? Czy zajmował się rysowaniem mapek i modleniem się przeciwko kultowi Zeusa czy Artemidy? Czy zwołał Greków, aby przed nimi pokutować za grzechy Rzymian? Czy maszerował naokoło Aten, wbijał kołki w cztery rogi miasta i ogłaszał, że to własność Boga?

Nie, nie ma w Biblii mowy o tego rodzajach praktykach apostołów. Zobaczmy zatem, jaka była taktyka Pawła, którego powinniśmy naśladować. Jego reakcją na bałwochwalstwo miasta było: codzienne "rozprawianie w synagodze", "wojna na słowa" (dysputy) z filozofami greckimi, śmiałe i jasne głoszenie ewangelii na Areopagu. Skutkiem tego kazania, wcześniejszych sporów, demaskowania fałszu filozofów greckich itp., nie było wielkie przebudzenie. Nie, przede wszystkim szydzono z niego i go ignorowano - tylko niektórzy ze słuchaczy uwierzyli i się do niego przyłączyli (Dz 17,16-34). A więc nie nastąpiła przemiana w skali całego miasta, nie zostało obalone bałwochwalstwo. Zbawieni przez Boga zostali jedynie ci, którzy uwierzyli prawdzie. W ten właśnie sposób Bóg powołuje swój lud przez wieki z każdego języka i narodu. Nigdy nie obiecywał, że uwierzą całe miasta. Nie możemy nikogo zmusić, aby porzucił swoje bałwany czy umiłowany grzech. Tzw. "oczyszczenie duchowej atmosfery" poprzez modlitwę wstawienniczą, aby mogła zostać zbawiona cała konkretna grupa ludzi (znowu zbiorowe zbawienie) nie jest ani pomysłem Biblii, ani metodą w niej zaprezentowaną. Twierdzenie, że nad danym miastem należy związać "ducha aborcji" czy "ducha cudzołóstwa" jest nielogiczne, gdyż wszelkie tego rodzaju grzechy są wymienione w Biblii jako "grzeszne uczynki ciała". Zatem nie jest to wynik demonicznego sterowana aktywnością człowieka. Dopóki zmysłowi, nieodrodzeni ludzie pragną te rzeczy czynić, żadne związywanie "demonów aborcji" czy innych niczego tu nie zmieni.

Na początku lat 90. Dawid Wilkerson napisał w swoim liście do ludzi wspierających jego służbę: "Cały Kościół w Ameryce, mimo swej zjednoczonej akcji przeciwko pokazom filmu 'Ostatnie kuszenie Chrystusa', nie zdołał im zapobiec. Czy nasze modlitwy w ciągu ostatnich 25 lat rozprawiły się z grzechem aborcji w tym narodzie? Nie, obecnie jest gorzej niż kiedykolwiek przedtem. Istnieją jednak chrześcijanie, którzy ogłaszają, że zdobędziemy cały świat dla Chrystusa. Ale nie słyszałem jeszcze, żeby udało im się zdobyć chociaż jeden kraj".

Inny przykład: Po dwóch latach postu i modlitwy, publicznego ogłaszania przez chrześcijan, że igrzyska olimpijskie homoseksualistów w Kanadzie nie dojdą do skutku - i tak bez przeszkód odbyły się w Vancouver i nikt nie był w stanie temu zapobiec...

Czy chodzi zatem o to, żeby się nie modlić i nie być światłem oraz solą na świecie? Jasne, że nie. Jednak mamy się modlić według inspiracji Ducha Świętego, zgodnie ze Słowem Bożym i Bożą wolą, a nie w oparciu o własne mrzonki i cielesne pragnienia rządzenia tym światem, w którym nareszcie staniemy się "głową a nie ogonem", co rzekomo jest Bożym planem dla Kościoła końca wieków. Boża wola jest inna: chrześcijanie do końca będą prześladowani i wyśmiewani, to właśnie zapowiedział nam Pan. Bożą wolą nie jest to, aby ktokolwiek zginął, ale z drugiej strony to On sam oddał nieposłusznych Mu ludzi na zatracenie i zaślepienie poprzez ich własne namiętności i pozwolił im brnąć dalej w zło (Rz 1,18-32; Obj 22,11-12). Taki jest Jego sąd nad niepokutującymi grzesznikami (jest pełen miłosierdzia tylko dla tego, kto Go szuka i pragnie się wyrwać ze związania grzechem) i żadne nasze błagania nie zmienią biegu wypadków, przyszłych wydarzeń, kiedy to Zły pozornie będzie już tryumfował (zupełnie jak wtedy, kiedy udało mu się ukrzyżować Chrystusa), aż nagle zostanie zniszczony jednym tchnieniem Bożych ust w chwili, gdy się najmniej będzie tego spodziewał (1Tes 5,3; 2Tes 2,8).

Biblijna nauka na temat walki duchowej dotyczy zarówno uwalniania ludzi od demonów, jak i walki o większym zasięgu, zdefiniowanej w Ef 6,12. Na czym jednak owa walka ma polegać? Czy na pozabiblijnych objawieniach - np. jak mają na imię poszczególne demony rządzące krajem, aby móc je wyrzucić, czy raczej na czymś zupełnie innym? Wydaje się, że ci, którzy propagują niebiblijną naukę nie rozumieją znaczenia słów Pawła: "Gdyż oręż nasz, którym walczymy, nie jest cielesny, lecz ma moc burzenia warowni dla sprawy Bożej; nim też unicestwiamy złe zamysły, i wszelką pychę podnosząca się przeciw poznaniu Boga, i zmuszamy wszelka myśl do poddania się w posłuszeństwo Chrystusowi" (2Kor 10,4-5). Paweł prowadził "walkę duchową" przeciwko fałszywym apostołom, którzy rozsiewali o nim kłamstwa, aby odebrać mu autorytet w oczach jego uczniów. Owymi "warowniami", jakie burzył, były właśnie te KŁMASTWA szatana, które Paweł demaskował poprzez głoszenie prawdy. Tymczasem wg nauki nowego paradygmatu, "warownie" to miejsca zgromadzeń licznej rzeszy demonów, które to zgromadzenia trzeba rozbić i demony wypędzić, aby odebrać im moc nad danym terytorium.

W rozdziałach 10-13 Drugiego Listu do Koryntian Paweł odpiera fałszywe zarzuty swoich przeciwników. Tak więc "warownie" (słowo w NT użyte tylko jeden raz) oznaczają wyraźnie "fałszywe argumenty, wyobrażenia, arogancję i pychę" występujących przeciwko jego służbie. Kiedy ludzie wierzą kłamstwu, pozwalają by w ich umyśle powstała "warownia" - "forteca" blokująca dostęp prawdy, co powoduje związanie. Tylko prawda może ich z tego wyswobodzić (J 8,31-32). Trwanie w zwiedzeniu jest jednym z największych niebezpieczeństw, jakie mogą spotkać wierzącego człowieka, który nie potrafi rozsądzić, co jest prawdą, a co fałszem. Nasz duchowy los (życie wieczne) zależy od tego, czy wierzymy Prawdzie, czy raczej wybraliśmy kłamstwo. Stąd to nasz umysł musi zostać poddany w posłuszeństwo Chrystusowi i to na polu naszego umysłu toczy się duchowa walka. Szatanowi bardzo na tym zależy, by ją wygrać właśnie w tej sferze życia. Jedyną obroną przeciwko jego atakom jest poznanie Boga i Jego Słowa oraz trwanie w nim. To Słowo stanowi miecz, który pokonuje szatana obnażając jego kłamstwa. Wtedy, nie mając już nic do roboty, pokonany odchodzi. Słowo o "całej zbroi Bożej" w Ef 6,13-17 symbolicznie przedstawia nasz duchowy stan, w jakim mamy trwać, aby umieć odeprzeć wszelkie diabelskie ataki.

To samo dotyczy walki duchowej o zbawienie niewierzących ludzi: Trzeba im głosić prawdę i w ten sposób przygotować ich umysły na przyjęcie ewangelii. Oczywiście tylko Duch Święty ma moc przekonać ich o grzechu i dać im zrozumienie głoszonego Słowa. Naszym zadaniem jest głoszenie, aby po jakimś czasie mogli przejrzeć na oczy.

Demaskowanie fałszywych nauk czy filozofii jest zdecydowanie biblijną formą "duchowej walki". Duch tego świata zaślepiający umysły ludzi zostaje pozbawiony swojej mocy wtedy, gdy ludzie przyjmą prawdę. Cała ta wielka walka o kosmicznym znaczeniu odbywa się w sferze myśli, wyobraźni, systemu wierzeń. Nasza rola w tej walce tego właśnie dotyczy.

Widzimy, że Paweł w Dz 17,2-3 "rozprawiał z nimi" "wywodząc i wykazując" prawdę o Chrystusie. W Dz 18,4 "starał się ich przekonać", na podstawie prawdy Bożego Słowa wykazywał głupotę i umysłową próżnię ówczesnych filozofii. Paweł nauczał publicznie i po domach, prowadził dysputy z filozofami. W Nowym Testamencie nie ma mowy o tym, żeby Paweł związał "ducha cudzołóstwa" nad Koryntem, albo że "rozpoznał ducha czarów" w Efezie lub "ducha religijnego" w Jerozolimie.

Walka duchowa według Biblii polega na przeciwstawianiu się szatanowi w naszym osobistym życiu i walce z naszymi cielesnymi pokusami, których on używa, aby nas zepchnąć z toru. A wszystko to czynimy w mocy Bożej, poddawszy się najpierw w posłuszeństwie Chrystusowi (Jk 4,7). To prosta recepta i na potrzebę bardziej "skomplikowanego" postępowania w tej materii nie mamy żadnego dowodu ani nakazu w Biblii. Nie możemy brać na siebie odpowiedzialności za wybory innych ludzi poprzez jakieś "wojny" z niewidzialnymi siłami.

Nic dziwnego, że ten nowy paradygmat (wzorzec myślenia) powoduje w szczerze wierzących ludziach nie lada poczucie winy z powodu tego, że nasze społeczeństwo nie chce znać Boga i wokół nas dzieje się tyle zła. Mówią: "To nasz brak konkretnego działania pozwala na to, że zło zwycięża". Jednak nie jest to nasza wina, ani Bóg nas za to winą nie obarcza. Nie w naszej mocy jest "zbawić cały świat". Bóg to wie i rozumie. Sam tak nas stworzył i nie dał nam większego autorytetu ani nakazu, niż ten, który mamy. Przecież sam Jezus został odrzucony przez złe i cudzołożne pokolenie (Hbr 12,3).

Nasz Pan, sam Jezus Chrystus, podsumował tego rodzaju gnostyczne objawienia i "nowe metody" następującymi słowami: "Wam zaś (...) wszystkim, którzy nie macie tej nauki, którzyście nie poznali, jak mówią, szatańskich głębin, powiadam: Nie nakładam na was innego ciężaru; trzymajcie się tylko mocno tego, co posiadacie, aż przyjdę" (Obj 2,24-25).

Amen, Przyjdź Panie Jezu!

Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. II

Kazimierz Sosulski



Tytułem wstępu

Ustosunkowując się do niektórych tylko tez "wstawienników" trzeba stwierdzić, że w tzw. "walce duchowej" koncentrują się oni na mocach ciemności i demonach. Piszą o demonach "które przeszkadzają w głoszeniu ewangelii, przeciwstawiają się Bożemu ludowi i trzymają niewierzących w niewoli". Tymczasem naszym największym przeciwnikiem nie są rozpoznane przez nas po usilnym badaniu konkretne demony. Naszym największym przeciwnikiem jest grzech! To w jego sprawie przyszedł na ziemię Jezus Chrystus. Ukierunkowywanie naszych poczynań na walkę ze Złym to pokłosie gnostyckiego dualizmu.

W tekście "wstawienników" czytamy też: "Uważamy, że duchowa walka nie ogranicza się do obrony przed atakami wroga, ale że to my mamy go atakować i (z)wiązać, żeby móc zebrać łupy i uwolnić jeńców (doprowadzić do poznania Boga); Łk 11,20-22; Iz 61,1-2." Jest to podejście do sprawy z gruntu fałszywe, bo oba teksty biblijne odnoszą się wyłącznie do Chrystusa, nie do nas. My jesteśmy w Nim ukryci i mamy "stać" oraz "być". Jeśli w Nim pozostajemy, to jest to już wystarczający powód, aby pierzchała wszelka ciemność. Nie musimy jej ścigać. W Chrystusie jesteśmy światłością świata, solą ziemi, listem Chrystusowym i wonią Chrystusa. NT nic nie mówi o atakowaniu! Ani zwierzchności na powietrzu, ani choćby jednego demona nie przepędzi się skandowaniem, wrzaskiem, tupaniem, "namaszczonymi" dźwiękami instrumentów, wbijaniem palików czy polewaniem olejem. Są to czynności magiczne i pogańskie. To prorocy Baala szaleli przez kilka godzin. Eliasz pozostawał spokojny i zwyciężył, bo z nim był Wszechmogący.

Przebudzenie zawsze przychodzi przez głoszone Słowo Boże i modlitwę wzmocnioną postem. Oto, co pisze w swej książce "Modlitwa zmienia narody" choćby Ulf Ekman: "Paweł stosował mozolną, wytrwałą modlitwę, kiedy walczył z nadziemskimi władzami, zwierzchnościami i siłami ciemności w okręgach niebieskich. Nie możemy tak po prostu powiedzieć: "W imieniu Jezusa związuję wszystkie duchowe siły ciemności w tym kraju, odtąd mamy całkowite zwycięstwo w naszym narodzie, amen". Taka modlitwa jest nieskuteczna. Jednakże równie bezowocne jest prowadzenie upartej, długiej walki, podczas której staramy się zlokalizować każdego istniejącego demona, poznając jego imię i związując go. Są skuteczne sposoby przepędzenia mocy ciemności. Jednym z nich jest uwielbianie Boga i oddawanie mu chwały. Inny to głoszenie Ewangelii na każdej ulicy i na każdym rogu. Oba te rodzaje działania są prowadzeniem walki."

W tezach wstawienników czytamy także: "Wierzymy mocno, że ciemność duchowa na poszczególnych obszarach posiada swoje duchowe korzenie, dające mocom ciemności prawo działania. Uważamy, że dobrze jest takie korzenie (pierwotne przyczyny) wyśledzić w historii - na tym właśnie polega tworzenie duchowych map. Uważamy, że wiedza taka pomaga we właściwym ukierunkowaniu modlitw i pokuty, szukaniu Bożego przebaczenia i odnowy. Wiele z takich korzeni sięga bardzo odległej historii, czasem sprzed kilku wieków." Absolutne nieporozumienie. Przecież to nie zdobyta wiedza pomaga nam w modlitwie, lecz Duch Święty, który wszystko bada, nawet "głębokości Boże". On "wspiera nas w niemocy naszej, nie wiemy bowiem o co się modlić..." (Rz 8,26). Te "duchowe mapy" są pomysłami byłych okultystów, którzy swoją wiedzę czerpią z dawniejszych praktyk, nie z Biblii. Dowodem może być choćby jeden z wykładów Any Mendez (kiedyś była zwolenniczką voodoo - czarnoksięskiego kultu przodków pochodzenia afrykańskiego, którego rytualne obrzędy magiczne mają na celu przebłaganie bóstw animistycznych) na konferencji w Kaliszu w kwietniu 2000r. zarejestrowany na kasecie video. Wyraźnie tam widać i słychać skąd bierze ona swoją "strategię". Po przeczytaniu dwóch wersetów z księgi Ezechiela o świątyni Pana, niewiele korzysta z przeczytanego tekstu (traktuje go raczej jako pretekst). Swoją strategię walki buduje natomiast na takim założeniu: ponieważ szatan zawsze kopiuje Boże wzorce, dlatego też obserwując jego strategię, możemy poznać, jaka jest strategia Boża. Demony danej specjalności, np. seksu, hazardu czy alkoholizmu stwarzają swoje centra oddziaływania poprzez wykorzystywanie takich ośrodków jak bary alkoholowe, domy publiczne czy kasyna gry. W promieniu takiego ośrodka działają demony odpowiednich specjalności. Pomiędzy tymi lokalami istnieją tzw. linie ezoteryczne, które rozciągają się także pomiędzy dzielnicami, miastami i krajami. Chrześcijanie powinni zatem zlokalizować takie ośrodki, by w tych właśnie miejscach ustanowić własny duchowy ołtarz.

Wnioskowanie o tym jak postępuje Bóg na podstawie znajomości postępowania szatana jest co najmniej niedorzeczne. Gdyby Bóg chciał, byśmy tracili czas i siły na badanie historii i geografii konkretnego terenu w kontekście lokalizowania centrów przeciwnika, sam dałby nam co do tego wskazówki. Tymczasem wystarczy się przyjrzeć choćby apostołowi Pawłowi w Atenach, gdy jego duch obruszał się na widok miasta oddanego bałwochwalstwu (Dz 17,16nn). Zamiast budować swój "duchowy ołtarz" i niszczyć rozliczne pogańskie ołtarze, nawiązuje w swej przemowie do jednego z nich i GŁOSI SŁOWO BOŻE! Bo tylko w Słowie jest życie i światłość, tylko ono jest mieczem i młotem kruszącym skałę ludzkich serc, a sam Duch Święty dobrze wie jak przekonać człowieka o grzechu. A choć po kazaniu poszło za Pawłem tylko kilka osób, nie zrażał się tym, bo Chrystusowi i jego apostołom nie o tłumy przecież chodziło...

W tezach czytamy: "Wierzymy, że również dzisiaj żyją na ziemi prorocy i apostołowie, którzy odgrywają istotną rolę w tym, co czyni Bóg". Zawsze istnieli w historii Kościoła ludzie, którzy mieli znaczące w nim miejsce. Ale należy tu przypomnieć, że tylko Dwunastu ma autorytet apostolski (Paweł został powołany w okresie apostolskim i przez Jezusa, nie przez jakiegoś anioła jak poniektórzy współcześni). Pozostali więc pracownicy Kościoła mają służbę o apostolskim czy proroczym charakterze, ale bez autorytetu Dwunastu, bo ten został zamknięty w kanonie NT. Przyglądając się zaś wymysłom licznych pseudoproroków i pseudoapostołów można śmiało powiedzieć, że jest to uzurpacja ludzi, którzy przede wszystkim dążą do przejęcia rządu dusz nad szczerymi lecz naiwnymi gorliwcami. Nic zatem dziwnego, że na początku wspomnianego wykładu Mendez zarządziła zbiorowe skandowanie: "Duch jest ponad umysłem, a ja jestem duchem. Jestem duchem, jestem duchem, jestem duchem, a mój umysł jest poddany mojemu duchowi, dlatego biorę od niego każdą myśl w posłuszeństwo Jezusowi Chrystusowi". Jasne! Nie rób człowieku użytku ze swojego mózgu. Jeszcze by ci się przypomniało co naprawdę mówi Nowy Testament! Takie skandowanie spokojnie można zaliczyć do pewnego rodzaju techniki prania mózgów. Tylko ci, co chcą rządzić na sposób totalitarny zmuszają ludzi do bezmyślnego skandowania haseł. Wiadomo, że wielokrotnie powtarzany fałsz może zostać przez człowieka wbrew wszelkiej logice uznany za prawdę. Nam, żyjącym w postkomunistycznym kraju chyba łatwiej powinno być to zrozumieć. Bóg nigdy nie każe nam przestać myśleć!

Czytamy jeszcze w tezach: "Czy cały naród może zostać dotknięty i potrząśnięty przez Boża moc? Niewątpliwie dobitnym tego przykładem jest przebudzenie walijskie z 1904 roku albo przebudzenie na Hebrydach". Chwała Bogu za te przebudzenia, które powstały w wyniku modlitwy prostych ludzi i odważnego głoszenia Słowa Bożego (a nie praktyk szamańskich!). Ale też trzeba wiedzieć, że np. przebudzenie walijskie trwało tylko rok i choć jego płomienie rozniosły się po całym ówczesnym Imperium Brytyjskim, to jednakże sama Walia prawie na sto lat zamknęła się na Ewangelię, a główny kaznodzieja tego przebudzenia, 27­letni Evan Roberts, po ustaniu przebudzenia żył do swojej śmierci jako całkowicie świecki człowiek. Piszę to gwoli dania świadectwa prawdzie. Wszelkie prezentacje wspaniałych duchowych wydarzeń, które mają pobudzić naszą wiarę muszą ukazywać te zjawiska we właściwej perspektywie. Nie należy stwarzać wrażenia jakoby w niektórych regionach świata nastało już wręcz Tysiąclecie. Dlatego słuszne jest to, co napisał George Otis, jr w cytowanym przez "wstawienników" liście: "Przeobrażone społeczności to nie są społeczności doskonale - przynajmniej nie w sensie millennialnym. (...) Słyszeliśmy i oglądaliśmy pewne dowody, które potwierdzały wyraźne i znaczne zmiany, które nastąpiły w rzeczonych społecznościach. Nie jest to zmiana absolutna i ostateczna, niemniej jednak zachęcająca - szczególnie dla badaczy nastawionych na obserwowanie procesów długoterminowych". Jednakże kaseta mówiąca po przeobrażonych miastach pozostawia wrażenie czegoś innego.

Poniżej zamieszczamy artykuł o aktualnej sytuacji w Kolumbii. Nie ma tym kraju sielanki i bezpieczeństwa, jak to można odebrać z wideo. Zamieszczone w artykule "Walka wg nowego paradygmatu" informacje na temat Ruth Ruibal, jej rodziny i zboru pochodziły z jej własnych newsletterów zamieszczanych w Internecie w latach 1999-2000. Jeśli teraz, w swoim wyjaśnieniu, pisze ona bardziej okrągło, to trzeba by jej spytać, dlaczego? Niedobrze też, że z jej męża, pastora Julio Ruibal, robi się męczennika za wiarę, gdy faktycznie zginął on w wyniku sąsiedzkiego konfliktu o swą posiadłość. Gwoli prawdzie dobrze jest zatem mieć informacje ze źródeł obiektywnych. Producenci filmu, który przecież ma uzasadniać ideologię twórców "walki strategicznej", nie mogą być za takowych uznani, bo "nikt nie może być sędzią we własnej sprawie".

Jeszcze inne zagadnienie to sprawa podstawy, na której się zasadza jedność chrześcijan. Bałamutne jest twierdzenie: "Cieszymy się, że mimo wszelkich różnic możemy zachować jedność, bo przecież nie wspólna doktryna nas łączy, ale Duch Święty i Boża miłość". Czym innym jest miłość do ludzi w ogóle, a jedność i miłość wyznawców Chrystusa do siebie nawzajem. Cały NT sprawę nauki, doktryny stawia bardzo mocno. Wystarczy wziąć do ręki konkordancję biblijną i zobaczyć takie teksty jak: "trwali w nauce apostolskiej" (Dz 2,42); "(...) wy, którzy byliście sługami grzechu, przyjęliście ze szczerego serca zarys tej nauki, której zostaliście przekazani" (Rz 6,17); "A proszę was, bracia, abyście się strzegli tych, którzy wzniecają spory i zgorszenia wbrew nauce, którą przyjęliście; unikajcie ich." (Rz 16,17); por. 1Tm 1,10; 4,6.13; 6,1.3, 2Tm 3,10. Tt 1,9; 2,1.7 itd. Twierdzenie "nie doktryna nas łączy, ale Duch Święty i Boża miłość" robi obecnie karierę, bo jest wygodne i pojemne, zgadza się też z trendami New Age, w ogóle z trendami obecnego świata. Ale Bóg objawiony w Jezusie Chrystusie jest Bogiem Prawdy, Duch Święty jest Duchem Prawdy i dzieci Boże chodzą w Prawdzie.

Przedstawiam zatem następujące zagadnienia do rozważenia na gruncie Bożego Słowa w związku z tzw. "strategicznym planowaniem" i innymi głoszonymi dziś nowymi naukami.

  1. Proszę uzasadnić na podstawie Nowego Testamentu, że żyjemy dziś w czasach tzw. "odnowy Kościoła" i należy go "odbudować" na fundamencie składającym się z NOWYCH apostołów i proroków o szczególnym namaszczeniu i NOWYM objawieniu, mimo że jest napisane wyraźnie w Ef 2,20-22, iż ten fundament już dawno został położony (oparty na Chrystusie i BIBLIJNYCH apostołach i prorokach, którzy już zapisali Jego Słowo) i nikt nowego założyć nie może - 1Kor 3,11.
  2. NT zachęca nas do modlitwy o przywódców narodu (1Tm 2,1-8), nigdzie jednak nie ma mowy o tym, że mamy pokutować za ich grzechy, czy też za grzechy "całego narodu" (tzw. "pokuta zbiorowa"). To samo dotyczy Kościoła - proszę na podstawie NT (jako nasz wzór wiary i praktyki) wykazać, że wierzący podlegają nakazowi zbiorowej pokuty za "grzechy Kościoła".
  3. Proszę biblijnie uzasadnić, że "grupy komandosów" to Boży nakaz pełnienia tego rodzaju służby, a nie tylko ludzki wymysł.
  4. Proszę wyjaśnić na podstawie Słowa, skąd się wziął zwrot "modlitwa na wysokim poziomie duchowym" i na jakiej zasadzie opiera się różnicowanie "poziomów" modlitwy.
  5. Proszę podać biblijny przykład z życia nowotestamentowego zboru tzw. "walki na szczytach gór" i "burzenia warowni na górach".
  6. Proszę podać biblijny przykład chodzenia po jaskiniach, aby szukać tam "skupisk demonów".
  7. Na jakiej biblijnej podstawie opiera się polecenie szukania "znaków" i legend nt. gór oraz poznawania historii ich okolic.
  8. Na czym ma polegać badanie rzek i proszę podać chociaż jeden werset uzasadniający stosowanie tej praktyki przez nowotestamentowy zbór.
  9. Proszę udowodnić na podstawie Pisma, że jako wstawiennicy, powołani jesteśmy do rysowania "duchowych map" np. głównych sanktuariów czy cmentarzy.
  10. Jakiemu celowi ma służyć praktyka wieszania plastykowych tabliczek z napisem "Jezus zmartwychwstał" na krucyfiksach w całym kraju i czy nauczyli nas takiego sposobu postępowania uczniowie Jezusa; czy jest to raczej wymysł "nowych" współczesnych nam tzw. "apostołów".
  11. Czy ten "plan bitwy" jakim dzisiaj posługują się wstawiennicy z "Armii Pana" został nam objawiony w Biblii? Jeśli nie, to jaką mamy gwarancję, że jest od Boga? (Pwt 29,28 i 1Kor 4,6).
  12. Gdzie w Biblii jest powiedziane, że zadaniem Kościoła na ziemi (w oczekiwaniu na przyjście Chrystusa) jest "uwolnienie" całych narodów i kontynentów spod panowania mocy ciemności?
  13. Sformułowanie, że trzeba "wierzyć w STRATEGIĘ" pokazuje, iż ludzkim wymysłom i planom ufamy bardziej niż Bogu i Jego Słowu. Czy tej "strategii" nauczał Jezus i apostołowie? Proszę podać konkretne przykłady z NT.
  14. "Strategiczne konferencje nowych proroków i apostołów" lub właśnie "wstawienników" okryte są pewną tajemnicą. Chodzi o to, by nie zdradzać pozostałym wierzącym wszystkiego, co zostało tam objawione ani co robili podczas nich uczestnicy. Oznaczałoby to, że istnieje w tych kręgach pewna "duchowa elita" stawiająca się ponad resztą Kościoła i to na skalę światową (2Kor 10,14). Proszę uzasadnić, na podstawie NT, że jest to normalna praktyka, a nie po prostu gnostyczny "elitaryzm" (Łk 14,11 i J 18,20).
  15. Proszę uzasadnić na podstawie Pisma, że mamy prawo rozkazywać aniołom - Bożym posłańcom - aby wykonywali duchową pracę na rzecz Kościoła.

Kazimierz Sosulski, Warszawa, 15.02.2001


Dawid Wilkerson o ruchu tzw. wstawienników

Drodzy Bracia,

Jeżeli chodzi o Ruch Wstawienników, to szczerze wierzę, że jest to jeszcze jedna nowość wprowadzona przez ludzi, którzy szukają czegoś nowego i spektakularnego. Mówią o okrążaniu miast samolotami i udawaniu się na góry i wyżyny, aby przejmować zwycięstwo nad diabłem. Jednak Słowo Boże przypomina nam, że Bóg ostrzegał przed szukaniem Go na wyżynach i wysokich miejscach.

W Słowie Bożym nie ma ani jednej wzmianki dla poparcia takiej całkowitej głupoty. Gdyby to był sposób na walkę z diabłem, to nie mają żadnej szansy matki Syjonu w wieku 70 czy 80 lat, i które przez wiele lat prowadziły potężną modlitwę wstawienniczą w swojej słabości - niektóre z nich na wózkach inwalidzkich. Ci ludzie ogłaszają fantastyczne oświadczenia, które nie mogą zmaterializować się tutaj w Stanach Zjednoczonych. Myśmy to już widzieli: ludzi poubieranych w żołnierskie mundury i wojskowe buty. Są to legalistyczne, cielesne wysiłki, które miałyby jakoby poruszyć rękę Bożą bez zapłacenia ceny godzin spędzonych sam na sam z Bogiem w komorze modlitwy.

A co mówi Biblia? Kiedy się modlisz, wejdź do komory! Módl się tam do Ojca, który widzi w ukryciu, a On tobie odda. Zaangażowało się w to wielu szczerych ludzi, ale faktycznie oni zostali zwiedzeni i Pan im chce powiedzieć: "Już macie swoją nagrodę." Ich nagrodą jest to, że ich modlitwy są prezentowane publicznie. Pan wcale nie popierał takiej działalności.

Jest to dokładnie to, przed czym ostrzegałem, kiedy byłem w Polsce ostatnim razem - że będziecie zalewani przez takie właśnie amerykańskie nowości. Nie znam żadnej spolegliwej organizacji religijnej w Stanach Zjednoczonych, która by się włączała do takich działań.

Prawie każdego roku z Kansas City wychodzi jakiś nowy rodzaj duchowej innowacji. Bądźcie ostrożni moi drodzy bracia. Nie ma żadnych skrótów i wszystkie mapy i plakietki tego świata nie pokonają zwierzchności i mocy ciemności. Są to cielesne metody i diabeł śmieje się z takiej głupoty. Diabeł boi się jedynie takich mężów i niewiast, którzy chodzą w świętości i osobiście spędzają w samotności cenny czas z Bogiem.

Niech Bóg wam błogosławi drodzy bracia.

Wasz w Chrystusie
David Wilkerson
List wysłany 30.01.2001 r. w odpowiedzi na pytania z Polski.


Wojna, której nikt nie jest w stanie wygrać

Ani rząd, ani partyzanci (rebelianci/guerrillas) nie są w stanie wygrać wojny domowej w Kolumbii. Dlatego obecnie jedynym promykiem nadziei na pokój jest spotkanie prezydenta z przywódcą partyzantów, które odbędzie się pod koniec tego tygodnia.

W czwartek (8.02.2001, przyp. tłum.) odbędzie się spotkanie prezydenta Andreasa Pastrany z Manuelem Marulanda, przywódcą 15 tysięcznej grupy partyzantów (FARC) - będzie to na razie ostatnie spotkanie mające na celu ocalenie procesu pokojowego w Kolumbii.

Proces ten ma doprowadzić do zakończenia 40-letniej wojny domowej, którą przypłaciło życiem co najmniej 130 tys. osób. Jeśli ci dwaj liderzy nie osiągną porozumienia, jedyna alternatywa jaka pozostaje, to konflikt zbrojny. Konflikt ten może zainfekować również kraje sąsiednie, w tym także USA. Spotkanie to powinno było się odbyć już dawno temu. Prezydent Pastrana wyznaczył partyzantom termin powrotu do okrągłego stołu pokojowych obrad do końca stycznia. Po tym jak Marulanda, w ostatniej chwili, odpowiedział na to pozytywnie - Pastrana zgodził się na przedłużenie terminu do 9 lutego.

Na porządku dziennym spotkania, trzeciego z kolei licząc od lipca 1998, jest dyskusja dotycząca uwolnienia chorych więźniów, walki z prawicowymi bojówkami "death squads" i kontrowersyjny plan Pastranasa zwany "Planem Kolumbia", na który składa się pomoc militarna z USA przeciwko narkotykowym gangom (producentom kokainy). Partyzanci obawiają się, być może nie bez racji, że pomoc wojskowa ze Stanów Zjednoczonych zostanie użyta głownie przeciwko nim.

Trudny proces

Pastrana i ponad 70-letni Marulanda mają również przedyskutować sprawę przedłużenia umowy dotyczącej kontrolowanego przez partyzantów obszaru rozmiarów Szwajcarii, liczącego 100.000 mieszkańców. Terytorium to, całkowicie wyjęte spod władzy rządu, utworzone zostało w listopadzie 1998 r., kiedy to zostało stamtąd wycofane wojsko. Tylko pod tym warunkiem partyzanci zgodzili się na przystąpienie do pokojowego procesu. Jednak wszystkie starania zmierzające do osiągnięcia pokoju jak dotąd dały bardzo nikłe rezultaty. W listopadzie ub. r. zostały one przerwane przez FARC. Był to wyraz protestu przeciwko polityce rządu, który - wg partyzantów - za mało zajmował się problemem masowych masakr ludności cywilnej dokonywanych przez "death squads" - bojówki radykalnej prawicy.

Prezydent Pastrana znajduje się pod presją opinii tych, którzy uważają, że należy wysłać rządowe wojsko na teren tego wolnego obszaru, gdyż, jak wielu uważa, partyzanci wykorzystują to miejsce na własne uzbrajanie się. Jeśli czwartkowe (8.02) spotkanie nie da oczekiwanego rezultatu, jakim jest rozpoczęcie rozmów w celu zaprowadzenia w kraju pokoju, wówczas wojska rządowe znowu mogą zająć ten teren.

Mocna pozycja partyzantów

Trudno jest tam spacerować sobie po parku. FARC - z hiszp. skrót oznaczający uzbrojonych rewolucjonistów kolumbijskich - jest najsilniejszą i najstarszą organizacją partyzancką na półkuli zachodniej. FARC posiada 12-15 tys. żołnierzy, stosunkowo nowoczesną broń, mnóstwo pieniędzy, jak również jest wspomagany przez kolumbijski handel kokainą. Przez 40 lat kolejne rządy próbowały zniszczyć ten ruch partyzancki przy użyciu sił wojskowych, ale nigdy się to nie udało. Jeśli ma się to udać tym razem, potrzebna jest duża pomoc militarna z USA.

Stany Zjednoczone dały już ponad milion dolarów na wsparcie walki przeciwko produkcji narkotyków. Większa część tych środków została użyta do uzbrojenia armii, m.in. w helikoptery. Można ich również użyć do akcji przeciwko partyzantom, których politycy amerykańscy określają mianem "narko­partyzantów".

Obawa, że powtórzy się Wietnam

Z drugiej strony, amerykańscy politycy obawiają się, że sytuacja ta spowoduje kolejny "Wietnam" w ich własnej części świata i zakończy się długą walką w dżunglach Kolumbii. Waszyngton zapewnia, że jego wsparcie dla "Planu Kolumbia" nie oznacza zaangażowania się w większy konflikt zbrojny. Ale co się stanie, jeśli amerykańskie helikoptery zostaną zestrzelone? Albo jeśli amerykańscy dowódcy wojskowi zostaną wzięci do niewoli? Albo kiedy kraje sąsiednie, takie jak Ekwador i Peru, zażądają od Amerykanów pomocy, aby ów konflikt w Kolumbii nie rozprzestrzenił się na ich terytoriom? Lub też co się stanie, kiedy wojska partyzantów staną na przedmieściach Bogoty?

Wielu mieszkańców Ameryki Łacińskiej obawia się, że wojna domowa w Kolumbii może się stać ogniskiem zapalnym w całym tym regionie świata.

Wielu uczestników

Istnieje też więcej grup bezpośrednio zaangażowanych w ten konflikt. Radykalna Prawica (Death Squads) lub AUC (zjednoczone grupy samoobrony) przeprowadziły szereg masakr ludności cywilnej, która podejrzewana była o sprzyjanie partyzantom. Prezydent Pastrana obiecał zaostrzyć walkę przeciwko AUC, lecz zarówno partyzanci jak i międzynarodowi obserwatorzy uważają, że starania rządu są zbyt słabe. Obok FARC, istnieje również trochę mniejszy ruch partyzancki (ELN), tak zwani "partyzanci-duchowni", gdyż w jego skład wchodzą księża i pastorzy, którzy opowiadają się za teologią wyzwolenia. ELN jest być może ruchem bardziej kompromisowo nastawionym niż FARC i otwartym na międzynarodowe próby rozwiązania konfliktu. (...)

Ale również rozmowy pokojowe z ELM zależą od rezultatu procesu pokojowego z FARC. Jeśli czwartkowe spotkanie pomiędzy prezydentem a przywódcą FARC zakończy się brakiem konkretnego rezultatu, wtedy istnieje tylko jedno wyjście: powrót to zbrojnego konfliktu i gwałtu jako jedynego znanego sposobu rozwiązywania problemów w Kolumbii.

W wojnie tej żadna ze stron nie może wygrać. Lepiej by było, gdyby obaj przywódcy to zrozumieli, zanim będzie za późno.

Lars M. Hjorthol, Dagen, skandynawska gazeta chrześcijańska, środa 7 lutego 2001


"Nowa" służba w Kościele: Odźwierni - czyli ci, którzy trzymają klucze

1. Walka duchowa - rytuały i zabobony

Szczególnie niepokojący aspekt w tzw. służbie "odźwiernego", stanowi "walka duchowa". Nie oznacza tu ona osobistego odpierania ataków szatana, ale polega na "burzeniu warowni", oczyszczaniu niebios z mocy ciemności, ustanawianiu sprawiedliwości na ziemi i nazywaniu po imieniu duchów znajdujących się w powietrzu - mimo, ze nie ma o takich praktykach mowy w Biblii.

Zadaniem "odźwiernych" ma być otwieranie i zamykanie duchowych bram, poprzez które moce ciemności dostają się na ziemię, aby negatywnie wpływać na ludzkość.

Na spotkaniu przebudzeniowym w Baltimore, (pastor) Tommy Tenney powiedział:

»"Niech każdy po kolei przytrzyma drzwi, aby stale pozostawały otwarte nad Baltimore. To nie jest miejsce geograficzne, ale miejsce duchowe. Dołączcie się do przywódców uwielbiania, odźwiernych, aby trzymać otwarte niebiosa".

Każdy kto czeka na obecność Bożą, z całych sil naparł na te niebiańskie drzwi. To było tak, jakbyśmy zwrócili na siebie Bożą uwagę.« (Baltimore Rock Church: Detail and Entertain, XI 98)

Porównajmy to z opisem, który znajdziemy w literaturze pogańskiej:

»ODŹWIERNI EGIPSCY: Odźwierny to ktoś, kto strzeże wejścia do bram prowadzących do innych (duchowych) wymiarów. Odźwierni używają kluczy lub symboli, aby otwierać lub zamykać bramy. The Hathors (Hazorzy?) podobno są Odźwiernymi Sfinksa i Wielkiej Piramidy«.

Tak więc walka duchowa staje się coraz bardziej podobna (lub identyczna!!) do rytuałów uprawianych przez czarownice i zniża się stopniowo do poziomu zwykłych zabobonów pozostałych po praktykach średniowiecznych. Mimo to ludzie, którzy się tym zajmują szczerze wierzą, iż dokonują wielkich dzieł i sprowadzają dzięki temu wspaniałe zmiany zarówno w niebie, jak i na ziemi!

Jak wynika z poniżej cytowanego sprawozdania, uczestnicy tego przedsięwzięcia naprawdę wierzą, że ich praktyki doprowadziły do masowego nawrócenia Indian - zarówno umarłych, jak i żywych:

»19 sierpnia, Pan dał mi słowo do Odźwiernych, że już czas otworzyć bramy. 20 sierpnia poszłam nad rzekę główną w tym regionie (Wabash River) (...) Odczulam, że mam tam prorokować całą księgę Joela. Odczuliśmy, że mamy odbyć zbiorową pokutę za grzechy popełnione względem Indian na terenie stanu Indiana i kiedy to już uczyniliśmy, zobaczyłam w duchu rzeki wody żywej, które zaczęły się gwałtownie wylewać na cały stan, zmywając z tego terenu wszelką krew, jaka została przelana podczas tych bitew, jakie miały tu ongiś miejsce. (...) Pokuta za te ziemie musi również objąć czasy przed wkroczeniem do tego kraju białego człowieka. Aby uzdrowienie tego terytorium było całkowite, przedstawiciele Indian muszą odpokutować za grzechy swoich przodków, którzy odłączyli się od Izraela.

Wylałam wodę-ogień z rzeki Wabash na skale oraz wokół niej i otworzyłam bramy zbawienia, uwolnienia, uzdrowienia i błogosławieństw. Odczulam, że był to czyn proroczy w regionie zwanym Skałą Proroka i akt ten obrazował to, co robi Bóg: otworzył bramę, przez którą Indianie mogą wejść do Bożego Królestwa i cieszyć się odnowieniem i uzdrowieniem.

Podczas gdy prorokowałam fragmenty Pisma z Pwt 29 i 30, miałam w duchu odczucie, że wszyscy Indianie zarówno z przeszłości, jak i teraźniejszości, zgromadzili się w niebiosach aby tam, w tym miejscu poza czasem i przestrzenią, mogli wybrać: błogosławieństwo czy przekleństwo, śmierć albo życie. Czułam, że wybiorą życie!

Wysłałam ogień wzdłuż rzek. Otworzyłam pradawne bramy (...) Terry i ja zaczęliśmy nalewać wodę z Mississippi do głównego źródła rzeki Wabash, prosząc Boga, aby zesłał ogień, oczyszczające strumienie wód, i aby wzburzył wody niosące uzdrowienie (...). Odczuliśmy, że "Brama Wodna" została otwarta - żywa woda przynosząca uzdrowienie, zbawienie i uwolnienie.«

[Następnie "prorokini" rozpoznaje, że Izebel-Królową Niebios to "religijne zbory starego porządku" i prorokuje sąd nad nimi]

»Wokół obelisku było 12 słupów i wylałam wodę na każdy z nich, co miało symbolizować ogień sądu, jaki spadnie na duchy religijne, które dotąd rządziły w Kościele, a jest to również symbol ognia, jaki przyjdzie na ziemię w wyniku prawdziwych rządów Bożych - dzięki synom o duchu Eliasza. Kolejna rzecz, jaka przyszła mi do głowy podczas kiedy prorokowałam na tym miejscu to to, że nasze zadanie to nie tylko otworzenie bram Córek Syjonu, ale mamy również otworzyć bramy nieprzyjaciela w sensie przełamania jego oporu, tak abyśmy mogli wejść i go SPLĄDROWAĆ!« (Open Up the Gates, A Gatekeeper's Journey By Diane Bahler)

Zauważmy te zwroty: "brama wodna" czy "ogień-woda". W kolejnym cytacie mamy podobną terminologię oraz wykorzystywanie elementów przyrodniczych, w tym wypadku kamieni i minerałów:

»[Pan rzekł]: Weź z każdej rzeki po 10 kamieni. W miejscu gdzie obie rzeki się stykają, namaść jedną solą, a drugą olejem. Nazwij te kamienie rzeczne zgodnie z tym, w jaki sposób żywe kamienie były przyciągane przez mojego Ducha do Skały, aby im tam usłużyć' (nadają 10-ciu kamieniom różne nazwy). Po czym byliśmy nakłonieni przez Ducha Żywego Boga, aby nazwać skałę imieniem JEZUS. Wokół niej i na tej skale położyliśmy te kamienie z rzeki. Po czym zadęliśmy w szofar [róg barani - przyp. tłum.], zamachaliśmy siekierą waleczną Pana i ogłosiliśmy, że w tej dolinie z centrum Ohio i na wszystkich obszarach, przez które płynie ta rzeka (Ohio) brama jest otwarta). Ogłosiliśmy, że odtąd Szatan i jego demony w tej ziemi, która teraz należy do naszego Pana, Króla Jezusa, są związane.« (TEN STONES X 2000: Michael Watson, Harvest Ministry, Report Of A Gatekeeper)

W obu cytowanych przypadkach elementy przyrody wiązane są z "wrotami-bramami", a duchowy efekt osiąga się dzięki posługiwaniu się nimi w czasie odprawiania rytuałów. W okultyzmie również otwiera się i zamyka bramy przy użyciu przedmiotów należących do tworów natury, które spełniają swą rolę w stosowanych rytuałach. Kolejny fragment ilustruje na czym to polega:

»Nazwa "odźwierny" wzięta jest z szamanizmu znanego w plemieniu Dagara, które zamieszkuje w środkowozachodniej Afryce. "Odźwierny" to tytuł nadawany przez plemię Dagara szamanom, którzy mają moc otwierania i zamykania bramy pomiędzy różnymi wymiarami duchowymi, światem zmysłowym i duchowym oraz innymi rzeczywistościami.

Wg światopoglądu plemienia Dagara, jest pięć podstawowych bram, przez które może się przedostać szaman. W każdym wymiarze istnieje mnóstwo niezliczonych światów i rzeczywistości, i człowiek może poznać tylko niektóre z nich. Odźwierni znają te pięć bram i wiedzą jak je otworzyć lub zamknąć, również przed innymi szamanami, którzy chcą zbadać, co się poza nimi znajduje.

Światy podstawowe to światy niższe - mikrokosmos - przedstawiają stan świadomości odpowiadający naturalnym zdolnościom człowieka. Tradycyjnie nazywa się je "światami podziemnymi": (1) ogień,(2) minerały (skały) (3) woda/rośliny (4) przyroda/zwierzęta i (5) planeta Ziemia.

Każda brama posiada również drogę do nieba - do tzw. makrokosmosu - i jest to rzeczywistość wyższego poziomu niż nasza ludzka świadomość. Tradycyjnie nazywa się je "światami niebiańskimi". Są to: (6) przodkowie, (7) duchy demoniczne (9) muzy i (10) istnienie we wszechświecie. Wszystkie te światy są ze sobą powiązane w ramach EWOLUCJI, jak przysłowiowa "drabina twórcza", wymieniona np w Biblii jako "drabina Jakuba" ("Gate Keeper" CD from PrimaSoundsŽ Music Composed and Performed by Ralph C. Losey)«

I choć chrześcijanie, którzy pełnią rolę szamańskich odźwiernych celem wkroczenia do innych światów, zapewne nie zdają sobie z tego sprawy, że robią to samo, co afrykańscy poganie, jednak, jakby przez przypadek, natknęli się właśnie na te dwie "bramy" (bramę wodną i bramę skalną), znane właśnie w świecie magii.

W tych kręgach równie często jest mowa o "wspinaniu się na górę"- do bram niebieskich, chociaż niedokładnie słowami okultystów, rzecz jasna. Ale spotkaliśmy się już z nauczaniem w Kościele na temat tego, jak można się kontaktować z tymi, którzy są w niebie, np. naszymi "przodkami", duchami demonicznymi, "aniołami" czy "muzami", którymi są duchowe moce dające ludziom nowe objawienia, natchnienie do tworzenia muzyki i inspirujące pozostałe rodzaje twórczości artystycznej; oraz z "istotami we wszechświecie", które są bogami, tzn. tymi, których Biblia nazywa "mocami ciemności w okręgach niebieskich".

Bitwa pomiędzy światłością a ciemnością, dobrem a złem - ta duchowa walka wg nowego paradygmatu - stała się tym, czym jest dzisiaj, dzięki gnostycznemu dualizmowi, a nie biblijnej nauce na ten temat. Jest to walka, w której dwie równe sobie a przeciwstawne siły toczą wieczny bój (tak jasno przedstawiony w "Gwiezdnych Wojnach").

Ale Bóg nie walczy ze złem - ON JUŻ ZWYCIĘŻYŁ! Szatan jest pokonany! Istotą chrześcijańskiej wiary nie jest uczestniczenie w walce pomiędzy dwiema równymi sobie mocami, w której każde zwycięstwo zależy wyłącznie od NASZEJ mocy i stanu naszej (ukrytej) wiedzy. My widzimy tylko Boga - triumfującego i zwycięskiego, Stwórcę, który uczynił wszystko, nawet UPADŁYCH ANIOŁÓW.

Stąd twierdzenia, których przykładem jest poniższy cytat, bardzo przypominają spirytyzm, mimo że są wypowiadane przez chrześcijan:

»WYWOŁUJĘ MOICH ODZWIERNYCH...

Oprócz pozostałych informacji na ten temat, pragnę dodać, że białe czarownice (Wicca) również stosują rytuał wywoływania "odźwiernych" poprzez swoją główną bramę: Północno-Wschodnią, Salem oraz Mszę. Proszę, nie módlcie się przeciwko tej bramie (aby została zamknięta), chyba że wiecie, iż macie autorytet by to zrobić« (Joanne Gavlick - prorokini tego ruchu, podobnie jak Ana Mendez).

Diane Bahler również odmówiła pewnego zadania, a to dlatego że, jak sama powiedziała: »Nie mogę iść teraz na ten teren, ponieważ "odźwierny" na tamtym obszarze był tak zły na chrześcijan, którzy się tam modlili zeszłego listopada, że poproszono mnie, bym trzymała się stamtąd na razie z daleka«.

2. Osobiste duchy przewodnie i aniołowie stróże

Kolejny i mało omawiany aspekt nowych nauk stanowi niebezpieczeństwo tego rodzaju, że ludzie, w ufnej wierze iż są to ANIOŁOWIE Pana lub Duch Święty, zaczynają się kontaktować z duchami.

W okultyzmie ważną rzeczą jest mieć ducha-przewodnika, który staje się towarzyszem, naucza i daje rady oraz pokazuje "głębsze prawdy duchowego światła". Czy nie powinien nas martwic fakt, że takie duchy-przewodnie w pogańskich religiach nazywa się właśnie "odźwiernymi"?

"Molly Rowland przekazała słowa od ducha Saint Germain i Braterstwa Światła - są to tzw. Ascended Masters (Nauczyciele/Mistrzowie, którzy zstąpili z góry), Archaniołowie i członkowie Braterstwa Kosmosu. St. Germain oznajmił: "Zostanie ona nazwana Głosem Odźwiernych". Zdolność Molly, by każdego połączyć z jego osobistym odźwiernym jest wyjątkowa. Jej duchową podstawę stanowią tzw. Porady Astrologiczne i ma ona ponad 30-letnie doświadczenie w paraniu się astrologią i kartami tarota. Jej przekazywanie informacji z zaświatów nie ma nic wspólnego z jakąkolwiek organizacją kościelną".

Drzwi do Wieczności, Hasła Pozagrobowe i Odźwierni (jest to materiał ze strony Ducha w Internecie - astrologicznej): »Główny ośrodek zainteresowania w każdej religii stanowi życie pozagrobowe i jego tajemnice. Chrześcijańska wersja, którą wszyscy znamy, przedstawia nam obraz Św. Piotra, który stoi u Perłowych Bram w niebie. Gnostycy i chrześcijanie z wczesnej Wspólnej Ery Gnostycyzmu i Chrześcijaństwa, którzy rozwinęli naukę o życiu pozagrobowym , czerpali swoje informacje z licznych opowieści odźwiernych i duchów z zaświatów na podstawie swoich własnych subiektywnych doświadczeń polegających na podróżach wewnątrz siebie (...) Hasła i Odźwierni są częścią klasycznej astrologii, praw fizyki i świata starożytnego. Gnostycy i chrześcijanie wczesnej Wspólnej Ery, rozprowadzali listę takich haseł (pomagających wejść w kontakt z zaświatami), które byłyby znane tamtejszym odźwiernym (duchom). Mówiono, że hasła te były częścią nauki Jezusa« (Claire Watson, excerpted from her book Tarot and the Universe).

Warto w tym miejscu zwrócić uwagę na to, że w jednej z najgroźniejszych odmian magii, tzw. "Świętej Magii Abramerlina Maga", inicjacja maga odbywa się poprzez konwersję świętego anioła stróża. Nawiasem mówiąc był to ulubiony rodzaj magii Alistera Crowley'a , człowieka uważanego za najwybitniejszego okultystę XX wieku, i zostało przez niego opisane w książce "Magia w teorii i praktyce". Do inicjacji tej mag przygotowuje się poprzez półroczne odosobnienie poświęcone na medytację, posty oraz specyficznie pojętą modlitwę. Od momentu konwersji, czyli nawiązania więzi z aniołem stróżem, anioł ten staje się duchowym przewodnikiem maga w jego drodze rozwoju, a postęp w praktykowaniu magii jest zależny od coraz ściślejszej więzi z tą anielską istotą. Myślę iż na temat tego zagadnienia właśnie, wypowiada się Ap. Paweł, w Liście do Kolosan 2,18-19 Niech was nikt nie potępia, kto ma upodobanie w poniżaniu samego siebie i w oddawaniu czci aniołom, a opierając się na swoich widzeniach, pyszni się bezpodstawnie cielesnym usposobieniem swoim, A nie trzyma się głowy, z której całe ciało, odżywiane i spojone stawami i ścięgnami, rośnie wzrostem Bożym.

Ruch wstawienników prezentuje schrystianizowaną wersję tej właśnie starożytnej magii. W hinduizmie istoty te przyjmują nazwę duchów przewodników i tak nazywane są we współczesnym ruchu New Age. W magii kahunów, istoty te przedstawiane są jako wyższe ja człowieka. Uważam, że są to różne formy tego samego okultystycznego zjawiska, różniące się wyłącznie nazwą, w zależności od tego z jakiego kręgu kulturowego pochodzą.

Należy zwrócić uwagę na to, że w Piśmie Świętym kontakty pomiędzy ludźmi i aniołami należą do rzadkości, oraz na to, że chrześcijanie są powołani do społeczności z Bogiem i Jego Synem Jezusem Chrystusem poprzez Ducha Świętego. Co prawda List do Hebrajczyków 1:14 informuje nas o aniołach, że: (...) są oni wszyscy służebnymi duchami, posyłanymi do pełnienia służby gwoli tych, którzy mają dostąpić zbawienia (...) ale nigdzie w Biblii nie znajdujemy nakazu, bądź zalecenia kontaktowania się z nimi czy poddawania się ich przewodnictwu.

Pomysł nawiązywania takich relacji i ich inicjowania przez człowieka oraz próba oparcia tej nauki na fragmentach biblijnych opisujących kontakty mężów Bożych z aniołami, wydaje się pochodzić stąd, że ludzie ci nie są w stanie rozróżnić tych tekstów Pisma Świętego, które mają charakter przekazu historycznego, od fragmentów instruujących chrześcijan odnośnie do ich postępowania, czyli wyznaczających krąg działania Kościoła. Takie podejście jest jednym z podstawowych błędów hermeneutycznych. Ruchy tego typu charakteryzuje takie podejście do wszystkich doktryn biblijnych.

Związywanie demonów w Baltimore

Przyjrzyjmy się teraz praktykom towarzyszącym "walce duchowej" i "sprowadzaniu królestwa Bożego na ziemię". Zawierają one te same elementy "bram" i rytuałów.

Ale zanim to zrobimy, chciałabym zadać pytanie: Jak mogło dojść do tego, iż ewangeliczni chrześcijanie zaczęli aprobować podobne nauki, a w dodatku setki pastorów i innych wierzących ludzi posłusznie wg nich postępuje, nie wyczuwając w tym żadnej niezgodności z Pismem Świętym, i że robią to, co nie zgadza się z biblijną nauką na ten temat?

Zachęca się pastorów, aby widzieli siebie jako Odźwiernych, którzy mają moc i prawo ogłosić, że ich posiadłości należą odtąd wyłącznie do Boga, bez prawa wstępu dla demonów (duchów terytorialnych), a dane terytorium czy nawet kraj, dzięki ich władzy, należy do Boga. Następnie mają to zadeklarować, tego zażądać i tym samym zamknąć drzwi dla sił Złego, a otworzyć bramy w niebiosach, aby przyszła sprawiedliwość, i w ten sposób zostały zbawione całe miasta. Nauka ta pochodzi od propagatora "walki duchowej" Franka Damazio i Tomma Tenney'ego z Baltimore, autora (bardzo mistycznej i bardzo popularnej) książki pt "God Chasers" ("Polowanie na Boga")

Zdobywanie terytorium miasta Baltimore

»Na spotkaniach w zborze "the Rock Church" w Baltimore, Tommy Tenney i pastor Bart Pierce wytłumaczyli jak zabezpieczyć granice miasta, aby je z powrotem zdobyć dla Boga, na Jego chwałę. Pod koniec 1997 r., pastor Frank Damazio koordynował oznaczanie granic miasta (przez wbijanie słupów) w Portland, Oregon. Baltimore planuje zrobić to samo w swoim mieście w kwietniu 1998. Tommy wyjaśnił, że zanim można będzie zagarnąć na własność dane terytorium, należy je dokładnie zbadać i pomierzyć, a potem wbić te pale w odpowiednie miejsca graniczne. Pastorzy jako odźwierni w danej miejscowości, mają sami te miejsca wybrać, i to oni osobiście powinni wbić słupy głęboko w ziemię (...) Nieprzyjaciel będzie wówczas trzymany na zewnątrz granic miasta, ale część jego sił zostanie również uwięziona w mieście, gdzie można je będzie zniszczyć /te moce ciemności)«.

Rytuał ten jest dokładnie opisany w broszurach wydanych przez zbór w Baltimore, podających instrukcje jak należy przygotować owe słupy do wbicia: trzeba się nad nimi modlić przez tydzień, wewnątrz nich umieścić kartki papieru z zapisanymi wersetami i deklaracjami, a przed ostatecznym wbiciem w ziemię namaścić je olejkiem.

3. Rola muzyki w służbie odźwiernego

Modlitwy wstawiennicze, uwielbianie, pieśni i muzyka to środki używane przez odźwiernych w celu otwarcia duchowych drzwi.

»Już czas, by w pełni zdać sobie sprawę z tego, że specjalnie przygotowani przez Boga słudzy (muzycy), którzy zarazem są apostołami i prorokami, mają za zadanie muzycznie stać na straży drzwi - dzięki temu, że zapłacili cenę i "umarli dla siebie" na pustyni. Takich ludzi jest BARDZO NIEWIELU. [porównajmy to z twierdzeniami ruchu New Age, że tylko NIEWIELU ludzi dostąpi przemienienia!] .Nie mówię tutaj o zwykłych liderach uwielbiania, ale o usługujących muzycznie, którzy wiedzą jak prowadzić walkę z mocami w powietrzu i mają na sobie namaszczenie, aby te moce pokonać - ich autorytet pochodzi zaś od samego Jezusa.«

»W ramach tego wielkiego Bożego poruszenia na ziemi, nareszcie nadeszła pora na wyzwolenie Jego proroczych i apostolskich muzyków. Przeczytajmy Iz 30,31-32. Znajdujemy tutaj biblijny przykład rozbrojenia i pokonania mocy ciemności, w tym wypadku ducha terytorialnego zwanego Asyryjczykiem. Zwycięstwo zostało dokonane dzięki grze na instrumentach perkusyjnych i strunowych. Nasze dzisiejsze pianino pełni obie te funkcje. W tym fragmencie Słowa powiedziane jest JASNO i dokładnie co należy zrobić. Ale aby tego dokonać, trzeba mieć na sobie namaszczenie proroka lub apostola w dziedzinie muzyki. TAKICH muzyków jest bardzo niewielu. Jeśli chcesz otworzyć konkretną bramę, zaangażuj do służby takiego właśnie muzyka. Tacy ludzie mogą grać nawet na grzechotkach czy patykach, a i tak bramy się otworzą«.

Tak wiec, wg powyższego wykładu, duchowa walka prowadzona przez muzyków może pokonać ducha terytorialnego Asyrii? Zobaczmy, co mówi na ten temat Biblia! Czy rzeczywiście znajdujemy w tym fragmencie Pisma Świętego takie DOKŁADNE instrukcje?

"I odezwie się Pan swoim potężnym głosem i ukaże ciosy swojego ramienia w zapalczywości gniewu i w płomieniu pożerającego ognia, wśród burzy i ulewy, i ciężkiego gradu.

Bo głosem Pana przerazi się Asyria, gdy On rózgą uderzy. I stanie się, że każde uderzenie rózgą karania, którą Pan na niego spuści, nastąpi przy wtórze bębnów i cytr i będzie nimi walczył ramieniem walecznie wyciągniętym. Gdyż od dawna jest przygotowane palenisko przeznaczone także dla króla, głęboko i szeroko ułożono stos paliwa i drzewa jest w obfitości; dech Pana jak strumień siarki zapali go" (Iz 30,30-33).

Wystarczy tylko przeczytać ten fragment, by od razu rzuciły się nam w oczy pewne fakty: Asyryjczykiem NIE jest duch terytorialny, ale nieprzyjaciel Izraela z krwi i kości. Asyria to nazwa kraju i potężnego imperium, które zdominowało starożytny biblijny świat w okresie IX - VII wieku p.n.e. Asyryjczycy zaatakowali i pokonali Izrael, zabrali ze sobą mnóstwo jeńców (większość ludności). Jedyna klęska Asyryjczyka miała miejsce podczas jego późniejszego ataku na Judeę, Królestwo Południowe, kiedy to "Anioł Pana" sam uśmiercił przeciwników (Iz 37,36-38).

Jak zwraca uwagę jeden z komentatorów biblijnych, dźwięk bębnów i cytr był oznaką radości i dziękczynienia za zniszczenie w tak cudowny sposób nieprzyjaciela, dlatego właśnie rozlegały się hymny uwielbienia przy akompaniamencie instrumentów. Cały kontekst wydarzenia jest w Biblii tak jasny, że nie da się tego inaczej zinterpretować. NIE MA TUTAJ MOWY O ŻADNEJ WALCE DUCHOWEJ!

Skąd więc pochodzi ta myśl? W Starym Testamencie nigdzie nie ma mowy o tym, że granie na instrumentach, uwielbianie, śpiewanie czy modlitwa wstawiennicza "otwiera bramy niebios" wpuszczając na ziemię sprawiedliwość zalewającą naród jak powódź lub ma moc niszczenia duchowej opozycji Złego.

Oddawanie chwały Bogu wywyższa Jego imię, to fakt. W związku z tym Jego nieprzyjaciele nienawidzą uwielbiania (jeśli jest to czynione w Duchu Świętym i w prawdzie). Dlatego jasne jest, że demony działające w danej sytuacji lub wpływające na jakąś osobę uciekają na dźwięk chwały oddawanej Bogu (historia Dawida i Saula - przyp. tłum.).

ALE ta prosta zasada nijak nie potwierdza, że już sam dźwięk muzyki (instrumentu) ma taką magiczną, mistyczną moc, że gra na pianinie (pianino ma tu być duchową bronią) może pokonać duchowe moce królestwa ciemności panujące w powietrzu. Takiej nauki nie ma w Biblii, wiadomo natomiast, że pochodzi ona z "nowych objawień" w "przebudzeniu" znajdującym się pod tak silnym wpływem okultyzmu - to w okultyzmie naucza się, że muzyka sama w sobie zawiera moc duchową.

Gdzie widzimy wzmiankę o tym, że Odźwierny umiejący wykorzystać moc muzyki może otworzyć i zamknąć duchowe bramy? W Biblii? NIE! Spójrzmy na tekst pochodzący z reklamy pewnej płyty CD zawierającej nowy rodzaj muzyki, która ma wpływać zarówno na umysł, jak i na ducha. Tytuł płyty brzmi "Odźwierny", została wydana przez Prima Sounds Music, a kompozytorem i wykonawcą jest Ralph C. Losey:

»Muzyka na tej płycie odgrywa rolę pewnego rodzaju 'odźwiernego', dźwiękowo otwierając i zamykając bramy do innych wymiarów (duchowych). 'Odźwierny' to tytuł znany w kulturze szamanów należących do plemienia Dagara w centrum środkowozachodniej Afryki. 'Odźwierny' ma za zadanie otwierać i zamykać drzwi pomiędzy różnymi wymiarami, różnymi światami (...) Odźwierni mają dokładną znajomość 5-ciu głównych bram i wiedzą jak je otwierać i zamykać, aby pozostali koledzy szamani również mogli tam wejść i zbadać inną rzeczywistość.

Jest to muzyka wg tradycji Orfeusza i słuchanie jej to jak uczestniczenie w świętym rytuale (...) Masz wtedy świadomość szczególnie wyczuloną na spotkanie z istotami z innych światów, zupełnie ci nieznanych i nowymi, wyjątkowymi sposobami, które nie są dostępne dla pięciu zmysłów. Tego rodzaju przeżycia są bezpośrednio powiązane z danym rytuałem i daną społecznością oraz wywołują uczucie zachwytu, jest to coś na granicy cudu i absolutnej świętości (...) Jeśli uda ci się pokonać wszelkie niepokoje i góruje w tobie nastrój pełnego rozluźnienia, wtedy przeniknie Cię poczucie ogromnej miłości i radości«. [Gdzie my to już słyszeliśmy? "Wylanie się ogromnej miłości i radości na wszelkie ciało" to obietnica nowego "przebudzenia" z serii Toronto Blessing, jak również tzw. "Planetarna Pięćdziesiątnica" niuejdżowców].

Uwielbianiu w powyższym stylu towarzyszy "modlitwa wstawiennicza", często wręcz utożsamiana z muzyką, oddawaniem chwały i pieśniami (zamiast zwykłej modlitwy).

4. Odźwierni - wstawiennicy

Kiedy normalni wierzący używają zwrotu "modlitwa wstawiennicza" mają na myśli modlitwę o kogoś, za kim się wstawiają do Boga. Słowo "wstawiać się" oznacza wejść pomiędzy dwie osoby - Boga i bliźniego - i prosić Pana o łaskę i pomoc dla tej osoby, w imieniu której się modlimy.

Wniosek z tego prosty: modlitwa wstawiennicza ZAWSZE ma być kierowana do Boga-Ojca w imię Jezusa Chrystusa i poprzez Ducha Świętego. Biblijna modlitwa nigdy nie jest skierowana NA daną osobę czy rzecz.

Ale wg "nowych wstawienników", takich jak pastor zboru Vineyard Dutch Sheets, ich modlitwa ma inny punkt odniesienia, cytuję:

»Niech nasze modlitwy będą wysyłane jak pociski, pociski zdalnie sterowane i ukryte bomby".

Wskazuje to na niebezpieczny, inny sposób rozumienia i stosowania modlitwy. Słowo "modlić się" oznacza normalnie "prosić". Modląc się, PROSIMY Boga o coś.

Gdy tak właśnie rozumiemy modlitwę, trudno nam zrozumieć tę jej nową koncepcję, wg której stała się ona bronią, zdalnie sterowanym pociskiem, bombą czy strzałą lub też laserem mającym za zadanie dotrzeć do celu (osoby, sytuacji lub miejsca) i dokonać tam zmian (na gorsze?). Ten sposób traktowania modlitwy odpowiada bardziej praktykom czarownic. Rzucają one zaklęcia i wierzą w moc swoich słów mogących zmienić rzeczywistość. Czarownice wysyłają swoje "pociski", a są to tak naprawdę demony, które mają działać w danej sytuacji czy w życiu danej osoby.

Modlitwa skierowana NA kogoś czy przeciwko komuś jest ZAWSZE zła! I znam wielu wierzących ludzi, którzy mogą zaświadczyć, że tego rodzaju duchowe kierowane w ich stronę pociski miały na nich ujemny wpływ! Stad, jak mówi nam Biblia, musimy zawsze mięć pod ręką "tarczę wiary", aby zgasić nią ogniste pociski wymierzane w nas przez tego rodzaju ludzi współpracujących ze Złym.

Nie wiem, czy jesteście tego świadomi, wy którzy stoicie po stronie Prawdy, że nawet w tej chwili "przebudzeniowe" zbory odbywają modlitwy, aby "zmiękczyć" naszą antagonistyczną postawę do ich praktyk i nauk. Wysyłają swoje "pociski" i "bomby" prosto NA nas, aby nasze serca i umysły stały się bardziej otwarte na "nowe objawienia".

Zatem w zborach "Nowego Ładu" (New Order churches), modlitwa wstawiennicza stała się czymś innym niż była dotychczas, podobnie jak zmieniła się też rola muzyki. Wstawiennictwo to przede wszystkim kolejna broń używana do niszczenia "warowni" diabła. Teraz to właśnie Odźwierni otwierają i zamykają bramy niebios poprzez swoją modlitwę wstawienniczą.

"Pan pokazał mi poprzez swojego Ducha, że Jego odźwiernymi są właśnie wstawiennicy, więc przyjrzyjmy się bliżej jak powstała ta służba...

OBOWIĄZKI ODŹWIERNEGO ­ WSTAWIENNIKA.

Odźwierni byli ustanawiani i stawiani na swoim miejscu oraz byli obdarowani szczególnym powołaniem (zadaniem). Stąd wiadomo, że każdy proroczy wstawiennik otrzymał od Pana konkretne zadanie. Odźwiernych stawiano przy każdej bramie, przy wejściu do namiotu zgromadzenia z czterech stron świata: od wschodu, zachodu, północy i południa. Reprezentują oni narody i służbę modlitwy za narodami, ponieważ niektórzy z wstawienników taką właśnie mają rolę".

Widzimy z tego fragmentu, że jest to alegoryczna interpretacja służby rzeczywistych stróżów stawianych przy wejściach do starożytnej Świątyni Pana w Izraelu. Dzięki nowemu, "proroczemu" zrozumieniu tych tekstów biblijnych, mamy teraz jakoby uzasadnienie dla istnienia służby "odźwiernych" w Kościele, którymi są wstawiennicy mający pełną duchową władzę nad duchowymi bramami czterech kierunków świata. Ich głównym zadaniem jest trzymanie na zewnątrz złych sił szatana, a wpuszczanie do kraju "dobra" i "sprawiedliwości".

Oto zaczerpnięty z ich Proroczej Konferencji przykład, w jaki sposób odbywa się taka modlitwa,:

»Teraz ogłaszamy: niech nasze modlitwy idą na miejsce przeznaczenia jak pociski, pociski zdalnie sterowane i jak ukryte bomby. Panie, Ty wiesz gdzie maja one trafić. Weź je przez swojego Ducha i zanieś na miejsce przeznaczenia. Mówimy, w imieniu Jezusa, one uderzą prosto w cel! Każda Brama na Wschodnim Wybrzeżu, Wschodnia Bramo, mówimy, otwórz się, w imię Jezusa, na Ducha Pana! Otwórz się! Otwórz się! Bramy Sprawiedliwości, nakazujemy wam się otworzyć na Wschodnim Wybrzeżu, Psalm 118, Otwórz się! Niech chwała Pana przyjdzie w imię Jezusa. Wysyłamy strzałę Pana, strzałę wyzwolenia, uwolnienia Wschodniego Wybrzeża Stanów Zjednoczonych Ameryki. Mówimy jako laser Ducha: Niech błyskawica Boża się tam ukaże i spenetruje, tak spenetruje, spenetruje (teren)!! Tak! Tak! Tak! Tak! Tak! Tak! Namaszczenie tego, który łamie opór. Wywołujemy tego, który łamie wszelki opór, niech to namaszczenie zwycięży za nas.

Prosimy Cię, Panie teraz, prosimy Cię abyś uwolnił zastępy aniołów na Wschodnim Wybrzeżu. Prosimy, żebyś wysłał wielkie zastępy, legiony, tryliardy aniołów! Panie Zastępów, przyślij zastęp aniołów, aniołów walecznych na Wschodnie Wybrzeże, aby otworzyły Bramy Sprawiedliwości!! OTWÓRZ! OTWÓRZ! OTWÓRZ! Tak!«

To jest, rzecz jasna, jakaś parodia "modlitwy wstawienniczej" - nie jest to wcale modlitwa ani wstawiennictwo, skoro zawiera tyle elementów nakazywania Bogu co ma robić lub wykrzykiwania rozkazów w powietrze, co nie prowadzi do niczego dobrego ani nie daje pożądanych rezultatów: oni przecież pragną, aby zapanowała sprawiedliwość, lecz BEZ głoszenia Ewangelii, czyli nikt nie słyszy swoimi uszami Dobrej Nowiny. Nie postała nawet na tym terytorium ich stopa, a tak wielkie mają co do niego ambicje! (Jeśli ktoś wierzy, że Wschodnie Wybrzeże USA stało się już oazą sprawiedliwości i nastąpiła tam dramatyczna zmiana w rezultacie wykrzykiwań wstawienników, proszę, dajcie nam znać!).

Odźwierni powołani wg Nowego Ładu w Kościele są nie tylko wstawiennikami, ale również PROROKAMI, na co wskazuje następujący fragment pewnego artykułu:

»Prorocza Służba Wstawiennika: Wołam tych, którzy mają służbę odźwiernego-wstawiennika, "proroczego wstawiennika", ponieważ wierzę, że są częścią służby proroczej opisanej w Efezjan 4,11. To znaczy, że ta służba jest jedną z wielu służb typu proroczego«.

Wstawiennikom z ruchu "przebudzenia" przypisana jest rola prorocza zgodnie z nazwą i służbą ludzi ze ST, którzy rzeczywiście byli odźwiernymi - stróżami w starożytnej Świątyni.

Ale stosowane rytuały i opis roli tych obecnych "odźwiernych" zdradzają prawdziwe ich przeznaczenie: mają oni dokonać sądu na tych, którzy - wg nich -zatrzymują "nadejście Królestwa"!

»SZALLUM (1Krn 9,19) był nadzorcą stróżów i jego imię oznacza: ODNOWIĆ, ZAPŁACIĆ NALEZNOŚĆ, WYMIERZYĆ ZASŁUŻONĄ KARĘ ZA ZŁO.

Psalm 149 nawołuje Dzieci Syjonu, aby chwaliły Pana pieśnią, muzyką i tańcem. Wersety 5-9 mówią o tym, że pobożni będą się radować na swoich posłaniach. W ich ustach jest pieśń chwały, a w ich rękach ostry obosieczny miecz (Hbr 4,12),i to oni dokonają pomsty na narodach, ludach i królach ziemi. Wierzę, że te narody opisane w w.7-9 to są właśnie demoniczne moce związujące ludzi. W księdze Judy mamy opis złych ludzi w Kościele czasów ostatecznych i jest tam powiedziane, że Enoch prorokował nad nimi sąd (w.14-15) a przekonanie o grzechu przyjdzie na nich dzięki ukazaniu się zastępów Pana. Jezus powiedział, że nie przyszedł po to, aby sądzić świat, ale rzekł też, że to Jego Słowo będzie sądzić ludzi (Hbr 4,12). WSTAWIENNICY MUSZĄ ZOSTAĆ UWOLNIENI OD DUCHA REILIGIJNEGO!« (Froukje Eibrink Jansen, Airlift Ministries. January 1998).

Wynika z tego jasno, że dzisiejsza służba wstawiennicza, szczególnie ta praktykowana przez Odźwiernych, daleko odbiega od prostej wstawienniczej modlitwy polegającej na przynoszeniu jedni drugich w naszych prośbach do Boga.

Wstawiennictwo stało się teraz ofensywną walką duchową rzucającą rozkazy w kierunku ludzi, miejsc i mocy ciemności, ściągającą tym samym sąd na "buntowników" i wyzwalającą "dobre duchy", aby wpływały pozytywnie na ludzi na całej planecie, sprawiając, że ich umysły coraz bardziej będą się otwierać na nowe objawienia i nauki Kościoła, który uległ zwiedzeniu (odpadł od Prawdy).

Nie mam wątpliwości, że większość ludzi, którzy się tym zajmują nie ma pojęcia o tym, co tak naprawdę robią! Ale czy ich niewiedza, wyraźna ignorancja oraz dobre intencje chronią ich przed konsekwencjami tych czynów (złych w oczach Bożych), lub też czy można mieć nadzieję, że szatan będzie tak uprzejmy, że nie użyje ich w swoich własnych celach? (nie mówiąc już o tragicznych skutkach takich akcji dla co poniektórych, włącznie z utratą życia, jest to tzw. "magia odbijana" - przyp. tłum.).

Szatanowi jest wszystko jedno czy czary lub mamrotanie mantry odprawiają okultyści czy chrześcijanie w kaplicy (sam budynek zborowy nikogo nie ochrania przed złymi konsekwencjami diabelskich praktyk!). Ważne, że obie te grupy w rezultacie wywołują duchy demoniczne i taki jest w końcu tego skutek. Nawet jeśli robią to chrześcijanie, nie zmienia to faktu, że stoi za tym szatan.

Bóg oczekuje od nas, że będziemy szukać mądrości, badać duchy, używać ROZUMU oraz we wszystkim podporządkowywać się JEGO WOLI, również wtedy, kiedy Go wielbimy czy się modlimy. Nie dał nam żadnego zezwolenia na praktykowanie rytuałów czarowników w imieniu Chrystusa, ani też nie obiecał nam ochrony przed konsekwencjami złych praktyk, jeśli sami zdecydujemy się przekroczyć te barierę.

5. Wnioski końcowe

Z przedstawionych w powyższych punktach rozważań i faktów wynika, że Odźwiernymi są:

  • Pastorzy i Starsi Zboru, którzy ogłaszają wolność i sprawiedliwość w swoich miastach dzięki mocy zawartej w języku (pozytywne wyznanie), to oni mają klucze poznania do "zasad działania Królestwa".
  • Prorocy, którzy ogłaszają, jakie są Boże cele w podobny sposób jak powyżej, ale też dzięki proroczym objawieniom mogą przedstawić nowe strategie walki w celu "zaprowadzenia Królestwa" i pokonania przeciwników/buntowników.
  • Liderzy o namaszczeniu i powołaniu apostolskim, którzy "przynoszą nowe nauki i ustalają nowy rząd" w Kościele i w ten sposób otwierają bramy "nowego paradygmatu".
  • Proroczy/apostolscy odźwierni z Nowej Świątyni (Przybytku Dawida), którzy otwierają wrota "wybranym" ludziom, a zamykają je przed "buntownikami" (przeciwnikami "nowego ładu").
  • Wstawiennicy i muzycy, którzy otwierają duchowe bramy, w celu pokonania mocy ciemności i duchów rządzących w powietrzu, oraz którzy mają moc, by trzymać drzwi niebios otwarte, aby nastąpiło masowe przebudzenie i "chwała Pana" nareszcie zalała ziemię.
  • Żołnierze z Armii Pana praktykujący walkę duchowa, którzy otwierają i zamykają duchowe drzwi, wyrzucając demony z danego terytorium i z powietrza.
  • "Józefowie" i "Danielowie", czyli polityczni i socjalni aktywiści, którzy mają wpływy w świecie i nawiązują kontakty z głowami rządów państw, szefami wielkich koncernów czy biznesmenami, aby nowy Kościół miał dostateczne poparcie i środki materialne na osiągnięcie swoich celów.

Co można powiedzieć na temat tych nauk i praktyk? Wszyscy chrześcijanie pragną, aby zło zostało wypędzone z tego świata i nareszcie zapanowała sprawiedliwość. Wszyscy wierzący ludzie chcą, aby na ziemi już nastało królestwo Boże. Dlaczego więc sprzeciwiamy się takim naukom i praktykom jak rzekoma służba Odźwiernych? Ponieważ nie postępują oni zgodnie z wolą Boga, bo , jak wiemy z Biblii, to nie w ten sposób zrealizuje Pan swoje plany na ziemi.

Mimo, że nie mam żadnego współczucia ani miłosierdzia wobec tych przywódców, którzy celowo nauczają fałszywych doktryn będących dokładnym zaprzeczeniem nauki apostolskiej, jest mi żal tych, którzy dali się tak zwieść. Często dobre były ich motywacje i intencje. Są to ludzie pełni zapału. To wielka szkoda, że ich zapał marnuje się w tak niewłaściwy sposób, jakim na pewno jest - w wielu przypadkach - paranie się okultyzmem w chrześcijańskim przebraniu .

Jest możliwe mieć dobry zapał i szczere chęci, ale nie mieć rozumu i kroczyć złą drogą! (Rz 10,2).

Wielu Żydów za czasów apostołów służyło Panu w sposób ofiarny i pełen zapału, chcąc wypełniać przykazania i być świętymi, jednak odpadli od łaski, gdyż nie przyjęli zbawienia Chrystusa według Nowego Przymierza, które było wolą Bożą.

A wiemy, że WIELU przyjdzie do Jezusa mówiąc: "Panie, Panie, czyż nie służyliśmy Ci" i wtedy odkryją, że nie wypełniali woli Ojca w niebie, ale własne "widzimisię", nowe objawienia, ekscytujące duchowe przeżycia, co w końcu odebrało im wszelkie błogosławieństwo zbawienia wg prostego, Bożego planu i Słowa (Mt 7,22).

Nieważne jak pożyteczne i skuteczne podobne praktyki mogą się wydawać ludziom: JEDYNYM prawdziwie skutecznym, duchowym i pobożnym sposobem postępowania jest postępowanie według objawionej woli Bożej. Jak już wiadomo, nowe objawienia w dużym stopniu zaprzeczają nauce Pisma Świętego i NIE są Bożą metodą działania.

A poza tym, jeszcze ważniejszy fakt stanowi to, że nic dobrego nie może wyniknąć z celowego ignorowania proroctw biblijnych dotyczących czasów ostatecznych. Wynika to z braku zrozumienia, w jaki sposób Bóg zaprowadzi swoje widzialne Królestwo na ziemi. Ludzie koncentrują się na liczbach czy własnych "pozytywnych wyznaniach", zamiast na literalnym zrozumieniu Bożego Słowa.

Nastanie Królestwa nie odbędzie się poprzez oczyszczenie niebios z panowania mocy ciemności dzięki nowej "duchowej walce". Nie stanie się to dzięki "ogłaszaniu panowania sprawiedliwości" nad naszym miastem. I już na pewno nie stanie się tak dzięki wywoływaniu jakiegoś mistycznego "Obłoku Chwały Pana" podczas nabożeństwa!

Królestwo Jezusa znajduje się obecnie w naszych sercach, w których panuje On jako nasz Zbawiciel - i to On powróci osobiście na ziemię, fizycznie, dosłownie i w widzialny sposób - nasz Pan Jezus, który objawi się wszystkim jako KRÓL, ale najpierw czeka ludzkość czas gniewu i sądu - tak jak to zapowiada Biblia. Do tego czasu możemy się spodziewać, że duża część tzw. "chrześcijan" zacznie odpadać od prawdziwej wiary i na ziemi zapanuje pełen odstępstwa system religijny, który będzie prześladował prawdziwy Kościół Chrystusa!

Ten prawdziwy Kościół nie będzie się cieszył szacunkiem i wolnością oraz wpływami w świecie, nie będzie doświadczał tego oczekiwanego "Złotego Wieku", ale będzie niszczony i tępiony, co oczywiście w końcu się nie uda, dzięki Bożej łasce i obietnicy. Tych "pesymistycznych" perspektyw na przyszłość nie można zmienić, nie można wymodlić tego, by się tak nie stało, nie można oczekiwać, że w ostatniej chwili Bóg odwróci bieg wydarzeń. One są zadeklarowane w Jego Słowie, które jest niezmienne i trwa na wieki - czy nam się to podoba czy nie.

Podczas gdy "przebudzeniowcy" mówią o sądzie i o gniewie, nie wiedzą, że obrali sobie za przeciwników niewłaściwe obiekty: prześladują i wyśmiewają oraz przeklinają wierzących, których postrzegają jako "buntowników" sprzeciwiających się nowym objawieniom. Natomiast siebie samych uważają za bezpiecznie ukrytych w "Arce Bożej Obecności", która spoczywa na nich (fizycznie!). Jednak Biblia naucza, że gniew Boga spadnie na ziemię na tych, którzy się zbuntowali przeciwko Niemu, zaś Jego lud zostanie stąd zabrany - a więc nie my mamy rządzić tu na ziemi i na niebiosach podczas tego złego czasu, jakim będzie dokonujący się nad ludzkością sąd Boży!

My, którzy trwamy w Prawdzie, mamy nadzieję wieczną, która daje nam radość także w tych trudnych dniach. Stąd nie jest to dla nas przesłanie "negatywne".

Ci zaś, którzy poszli za nowymi naukami mają jeszcze czas zawrócić, ale polegać to może tylko na odłączeniu się od tych, którzy zwodzą lud Pana (Rz 16,17, Obj 18,4).

"Baczcie, bracia, żeby nie było czasem w kimś złego niewierzącego serca, które by odpadło od Boga żywego, ale napominajcie jedni drugich każdego dnia, dopóki trwa to, co się nazywa 'dzisiaj' (Hbr 3,12), gdyż "z powodu niewiary one (gałęzie, czyli Żydzi, przyp. red.) zostały odłamane, ty zaś trwasz dzięki wierze; nie wzbijaj się w pychę, ale się strzeż. Jeśli bowiem Bóg nie oszczędził gałęzi naturalnych, nie oszczędzi też ciebie. Zważ tedy na dobrotliwość i surowość Boża - surowość dla tych, którzy upadli, a dobrotliwość Bożą względem ciebie, O ILE WYTRWASZ W DOBROCI, bo inaczej i ty będziesz odcięty" (Rz 11,20-22).

Walka duchowa według nowego paradygmatu, cz. III

Kazimierz Sosulski



Jeszcze raz na znany temat

Powodowany docierającymi do mnie wypowiedziami w dyskusji, jeszcze raz muszę zabrać głos w znanej już sprawie.

Po pierwsze, jasno stwierdzam, że nie kwestionuję działania Bożej łaski objawiającej się nawróceniami grzeszników, przeżywaniem chrztu w Duchu Świętym i doznawaniem uzdrowień.

Po drugie, nie kwestionuję prawdziwości przeżyć i doznań poszczególnych ludzi uznawanych za "mężów Bożych", wobec których nauki i postępowania wypowiadam się krytycznie.

Po trzecie, nie jestem przeciwnikiem przebudzenia i ożywienia duchowego, które zawsze jest dziełem suwerennego Boga w odpowiedzi na szczerą modlitwę ludu Bożego.

  1. Opowiadam się za bezwzględnym trzymaniem się Bożego Słowa w jego niezmienionej treści i zrozumieniu zgodnym z prawidłową egzegezą, bez modnych ostatnio dodatków "nowych objawień".
  2. Opowiadam się za głoszeniem Chrystusa i Jego dzieła dokonanego raz na zawsze na Golgocie, w otwartym Grobie, na Górze Oliwnej i w Górnej Izbie, bez modnego ostatnio "duchowego feminizmu", iż to Kościół przygotuje świat na powtórne przyjście Chrystusa.
  3. Opowiadam się za suwerennym działaniem Ducha Świętego w konkretnym kraju, zborze i osobie, bez modnego ostatnio kopiowania metod, które zadziałały w jakimś regionie świata.
  4. Opowiadam się za suwerennym działaniem Słowa Bożego i Ducha Świętego, bez modnego ostatnio pośrednictwa ludzi - "generatorów mocy Bożej" - przekazujących tzw. "namaszczenie" każdemu, ktokolwiek się nawinie pod rękę.
  5. Opowiadam się za właściwymi proporcjami w prezentowaniu ewangelii Chrystusa, która jest mocą Bożą każdemu kto wierzy, bez modnych ostatnio reklamiarskich przeakcentowań uzdrowieńczych i cudotwórczych.
  6. Opowiadam się za jednością dzieci Bożych opartej na zdrowej nauce, ożywczym oddziaływaniu Ducha Świętego i biblijnych praktykach, bez modnych ostatnio trendów oddziaływania psychologicznego i manipulowania nastrojami.
  7. Opowiadam się za "powszechnym kapłaństwem" wszystkich wierzących wg zasad Nowego Testamentu, bez modnego ostatnio w Kościele feminizmu czy gnostyckiego elitaryzmu szczególnie wtajemniczonych.
  8. Opowiadam się za normalnymi nabożeństwami, gdzie każdy niezależnie od wieku i stażu wiary czuje się dobrze, bez modnego ostatnio wciskania importowanego folkloru innych narodów.

Materiały wyjaśniające:

Co do konieczności sprawdzania nauczania i postępowania znanych ewangelistów i kaznodziejów zmuszony jestem podać kilka faktów:

Gdy kilka lat temu spotkał się ze mną przedstawiciel Morrisa Cerullo z propozycją zorganizowania kampanii uzdrowieńczej, poprosiłem, aby na plakacie głoszącym, że ślepi odzyskują wzrok, chromi chodzą, głusi słyszą, umarli są wskrzeszani, dodać tę część, którą pominięto: a ubogim głoszona jest ewangelia. Odmówiono uzupełnienia treści plakatu. Poprosiłem także o nie akcentowanie podczas publicznych spotkań sprawy zbiórki pieniędzy. Jednak przeprowadzono to w sposób żenujący. Ponieważ nie przyjęto naszych warunków - odmówiłem współpracy w organizowaniu konferencji.

Co do obdarzania zaufaniem braci - przypominam, że nie na darmo i Pan Jezus, i apostołowie wielokrotnie ostrzegali przed fałszywymi apostołami, prorokami, braćmi, nauczycielami i "chrystusami" - czyli "namaszczonymi", których wielka liczba ma charakteryzować szczególnie czasy ostateczne.

Jako przykład weźmy Benny Hinna. Od marca 2000 r. zapowiadał on pojawienie się w kwietniu, na krucjacie w Nairobi, Jezusa w widzialnej fizycznie postaci, stąpającego po podium, co sprawiło, że znalazło się tam ponad 1.300 tys. ludzi. Hinn wygłosił tam tekst, który przytaczam poniżej:

Wierzę - słuchajcie tego, słuchajcie tego - wierzę, że Jezus, Syn Boży, będzie się ukazywał fizycznie na spotkaniach i wierzącym na całym świecie, aby nas obudzić. On ukazywał się po swoim zmartwychwstaniu i ukaże się przed swoim powtórnym przyjściem. Wiecie, prorokini (Ruth Heflin z Viriginii, która we wrześniu 2000 nagle zmarła w wieku 60 lat, przyp. tłum) przesłała mi tutaj słowo przez moją żonę tej treści: Powiedz twojemu mężowi, że Jezus zamierza fizycznie pojawiać się na jego spotkaniach. I oczekuję, mówię wam, że czuję, iż to się zdarzy. Jestem ostrożny w tym jak to mówię, ponieważ wiem, że słuchają mnie ludzie w Kenii. Wiem głęboko w mojej duszy, że coś nadnaturalnego stanie się w Nairobi. Czuję to. Bardzo możliwe, że wrócimy, i ty i Gene też wrócicie, Paul i Gene wrócą do Nairobi wraz ze mną. Lecz Pawle, wrócimy wraz z zarejestrowanym nagraniem Jezusa na podium. Słuchajcie teraz, prorokuję: Jezus Chrystus, Syn Boży ukaże się fizycznie w niektórych kościołach i na niektórych spotkaniach wielu swoim ludziom z tego jednego powodu: żeby powiedzieć wam, że On zamierza przyjść.

A podczas rozmowy telewizyjnej w chrześcijańskiej stacji TBN B. Hinn powiedział (kursywa):

Byłem całkiem niedawno w Ghanie i tam, na oczach pół miliona ludzi, na podium został wskrzeszony jakiś mężczyzna. Ludzie! To jest fakt.
Prowadzący audycję: Czy naprawdę wierzysz, że ktoś może zostać wskrzeszony podczas programu?
Och, John, nie chcę ograniczyć Boga! Absolutnie, Bóg może wskrzesić człowieka. Nie widziałem tego. W tym jednym przypadku słyszeliśmy o tym.
Ale oto co widzę odnośnie do TBN. Zobaczycie ludzi wzbudzonych z martwych poprzez oglądanie tej stacji. Zobaczycie ludzi wzbudzonych z martwych poprzez oglądanie TBN. Mówię wam, widzę to swoim duchem. To będzie wspaniałe! Jezu, chwalę Cię za to! Widzę ludzi na całym świecie, może niezbyt wielu w Ameryce, którzy stracili swoich bliskich, i którzy powiedzą do grabarzy: Nie, jeszcze nie zabierajcie, chcę umieścić mojego zmarłego przed telewizorem na 24 godziny. Widzę rzędy trumien ustawionych przed telewizorami. Widzę jak są przysuwane bliżej odbiornika. Widzę jak ludzie ujmują ręce swych bliskich zmarłych i dotykają nimi ekranu telewizora i gdy dotykają ekranu, zmarli zostają wzbudzeni.

Podczas pobytu za granicą, usłyszałem w stałym programie Hinna w TBN takie jego słowa: Dzisiaj rano modliłem się do Pana o nowe namaszczenie, aby mi Pan dał takie, jak Elizeuszowi, w podwójnej porcji. A Pan mi powiedział: Benny, dlaczego mnie ograniczasz? Ja nie daję ci podwójnego namaszczenia, daję ci nieograniczone namaszczenie! Słyszycie? - zapytał Hinn telewidzów - nieograniczone! Jakże wspaniały jest nasz Pan! - zakończył.

Nie jest to doprawdy z naszej strony czepianie się słów. A wszak powyższe sprawy to nie jedyne przyczyny nie zaproszenia go do Polski.

Z usługiwaniem B.H. zetknąłem się po raz pierwszy w roku 1979 w Sztokholmie (były to początki jego służby na szerszą skalę). Wtedy to zauważyłem (a znajdowałem się czasami w gronie kaznodziejów asystujących mu bezpośrednio na podium), że dopuszcza się wobec ludzi, którym usługuje pewnego rodzaju nadużyć. Także jego zachowanie wobec osób, które zjawiły się na podium, aby doznać uzdrowienia było bardzo nonszalanckie, nie licujące z zachowaniem Bożego sługi. W jego zachowaniu wyczuwało się brak szacunku należnego każdemu człowiekowi. Wtedy też zaskoczyły mnie jego manipulacje podczas "służby" rzucania na ziemię ludzi, co wśród obecnych tam wierzących wzbudziło kontrowersje.

I właśnie jeśli chodzi o to powalanie ludzi na ziemię dotykiem, dmuchnięciem lub machnięciem ręką. Nigdzie w Nowym Testamencie nie znajdziemy opisu takiego właśnie działania Ducha Świętego. Dlatego się nad tym zastanawiamy i nie przyjmujemy tego bezkrytycznie. Bóg zawsze "współdziała" z człowiekiem, ale z człowiekiem świadomym. Dlatego takie działanie bardziej kojarzy się z pewnego rodzaju hipnotycznym oddziaływaniem człowieka na człowieka niż z działaniem Ducha Świętego, który traktuje nas "partnersko" i nigdy nie pozbawia człowieka świadomości. Istnieje np. metoda łagodnej hipnozy stosowana przez niektórych lekarzy anestezjologów lub psychiatrów we Francji (na pewno gdzie indziej też) w przypadku, gdy dla przeprowadzenia operacji nie jest wskazane zastosowanie narkozy albo należy pomóc pacjentowi w jego problemach psychicznych. Stosowania tego rodzaju hipnozy można się nauczyć. Poprzez dotknięcie człowieka (np. jego czoła) lub jedynie machnięcie palcem sprawia się, że osuwa się on lub pada do tyłu i leżąc w nieświadomości przeżywa coś w rodzaju oczyszczenia swej psychiki. Naukowcy twierdzą, że podatnych na tego rodzaju hipnozę jest 80% ludzi.

Co do kopiowania metod w ogóle - przypominam sobie epizod z życia Demosa Szakariana, którego znaną książkę przygotowaliśmy ongiś do druku. Pisze on, że podczas zarazy gruźlicy bydlęcej zaproszony ewangelista modlił się nad jego stadem krów i gromił wszystkie zarazki i prątki. I stado ocalało. Był to cud suwerennego działania Ducha Świętego. Tylko, że to wcale nie znaczy, że takie dokładnie postępowanie mamy upowszechniać jako uniwersalną metodę i stosować ją w każdym podobnym przypadku. Tak nawiasem mówiąc, może zastosują ją obecnie w Anglii wierzący hodowcy, jeśli ich trzody zaatakowała pryszczyca. Wierzę, że wielu farmerów-chrześcijan modli się w tej sprawie do Boga, ale nikt nie powinien zmuszać nikogo do zastosowania "błogosławionej metody Szakariana" niejako automatycznie, jako swoistego rytuału.

I jeszcze co do metod. Ucieszył mnie ostatnio list kogoś, kto jeszcze niedawno odwiedzał bibliotekę i badał historię swego miasta, aby zrobić "duchową mapę" i wraz ze zborem móc prowadzić o nie "strategiczną walkę". Oto jego treść:

Zacznę od (sprawy) najważniejszej - ostatnio, nie tylko patrząc na ruch Wstawienników za Polskę, ale także inne ruchy, czy też prezentowane poglądy, wołałem do Pana bym miał Bożą mądrość rozróżniania co do wydarzeń, jakie dzieją się w Kościele na świecie i w kraju; by nie kierować się emocjami, pierwszymi nawet zachęcającymi sygnałami, ale by mieć całościowe zrozumienie faktów. Jednocześnie wołałem co do przebudzenia w naszym mieście i Polsce.

Bóg mi odpowiedział w następujący sposób - nie mamy patrzeć na metody i techniki, na nowinki. Mamy go szukać całym sercem, że ja mam Go szukać całym sercem, a wtedy tak jak mówi Słowo przyjdzie jak późny deszcz jesienny. Nie spóźni się z tym, co zaplanował dla nas w naszym mieście i kraju. Ale to co będzie robił będzie na Jego warunkach, nie na naszych. Druga rzecz to jako Kościół, by Bóg mógł swobodnie działać, by mogła być przemiana wśród nas musi być prowadzone życie w świętości (a jest to rzecz, która w wielu nowych poruszeniach w Kościele jest praktycznie pomijana lub stawiana obok). Takie dwa warunki Pan mi pokazał.

Inna rzecz, wcale nie odkrywcza, to to, że Pan będzie czynił wszystko po swojemu, to co będzie robił będzie oryginalne, to nie będzie kopia czegokolwiek co działo się w świecie, a więc nie możemy przenosić mechanicznie żadnych wzorców z innych krajów do Polski, do naszego miasta. Patrzmy uczmy się, i bierzmy to co jest ogólne, ale nie naśladujmy szczegółów; zasady ogólne są do przyjrzenia się, ale konkretne techniki to nie to, o co chodzi.

Następna rzecz, która mnie mocno poruszyła. Przeczytałem w Internecie artykuł z "Charismy" (nie był najnowszy), który opisuje największy zbór w Europie - w Budapeszcie 15.000 członków. Pastorem jest tam Nemeth (imienia nie pamiętam). Zbór budowali bez oglądania się na innych, bez czerpania wzorców z innych krajów, ale po prostu głosili pełne Słowo Boże, a zbór sam rósł - sami są zaskoczeni tym, co jest dziś. Obecnie jest to Kościół na Węgrzech liczący ponad 100 tysięcy wiernych. To świadectwo bardzo mnie dotknęło.

Poniżej zamieszczamy fragmenty z listów Ruth Ruibal, żony zamordowanego pastora Julio w Kali. Były one przez nas wykorzystane w opracowaniu materiału w części I. Podajemy stwierdzenia zawarte w filmie i słowa z listów siostry Ruth. Jak można się zorientować, jest to po prostu normalna walka o dusze ludzkie, zmaganie się z ciemnością i zabobonem, grzechem i deprawacją. Nie jest to sielanka, którą sugeruje film. Jak dowiadujemy się z zamieszczonego niżej materiału "Refleksje nad kasetą wideo" - jest on kompilacją różnych wydarzeń mających miejsce w przedstawianych miejscowościach w okresie kilku lat. Tak samo np. Dzieje Apostolskie są zwięzłym zapisem ponad trzydziestoletniej historii pierwszych chrześcijan. Nieprzygotowani czytelnicy odbierają ich treść w taki sposób, jakby codziennie działy się wtedy cuda i otwierały więzienia. Zapominają, że w pierwszym wieku większość mieszkańców Imperium Rzymskiego nawet nie wiedziała, że był ktoś taki jak Jezus z Nazaretu. Zatem nie traktujmy filmu jako instruktażu przedstawiającego jakiś nowy i cudowny środek, za pomocą którego jesteśmy w stanie sprawić natychmiastową przemianę całego społeczeństwa. Niech ten film będzie raczej zachętą do modlitwy wstawienniczej, ale normalnej, nie "strategicznej", i głoszenia Słowa Bożego zgubionym duszom.

Albowiem, zgodnie z Pismem Świętym, chrześcijanin ma tylko jeden oręż zaczepny i bynajmniej nie jest nim modlitwa. W kwartalniku wstawienników "W wyłomie" nr 2, w artykule pt. "10 głównych nowości w dziedzinie modlitwy z lat 90." p.3 czytamy: "Ewangelizacyjna modlitwa. Zazwyczaj modlitwa uważana była za dodatek do ewangelizacji ale teraz wiemy, że strategicznie prowadzona i inteligentnie skierowana modlitwa może sama w sobie być narzędziem bezpośredniego zdobywania ludzi dla Chrystusa". Pytam: A gdzie głoszenie Ewangelii? To już nie trzeba grzesznika ewangelizować Słowem Bożym? Wystarczy tylko się "inteligentnie" modlić? Gdyby tak miało być, to należałoby zmienić Słowo: "A potem, gdy Jan został uwięziony, przyszedł Jezus do Galilei, głosząc ewangelię Bożą i mówiąc: Wypełnił się czas i przybliżyło się Królestwo Boże, upamiętajcie się i wierzcie ewangelii" (Mk 1,14-15) na: "(...) przyszedł Jezus do Galilei gromiąc szatana i mówiąc do jego piekielnych zastępów: Wypełnił się wasz czas i przybliżyło się Królestwo Boże, oddajcie tych, których zniewoliliście, oddajcie cudzą własność!" A tymczasem 40 dni poprzedzających to wydarzenie, Jezus, z inicjatywy Ducha Świętego, spędził na pustyni pozwalając się kusić szatanowi i trzykrotnie zwyciężył go Słowem Bożym. W Getsemane oraz na krzyżu, w tych tak ważnych chwilach, po prostu normalnie się modlił, nie "strategicznie", dając nam tym samym przykład postępowania w tej dziedzinie. Bożą strategię zastosował w Hadesie, gdzie nawiedził grzeszników głosząc im Słowo Boże (1Pt 3,19). Nie zajmował się Lucyferem i jego demonami ani tam, ani w "okręgach niebieskich". Prawdziwy i jedyny Zbawiciel świata "Za dni swego życia w ciele zanosił On z wielkim wołaniem i ze łzami modlitwy i błagania do tego, który go mógł wybawić od śmierci, i dla bogobojności został wysłuchany. I chociaż był Synem, nauczył się posłuszeństwa przez to, co wycierpiał. A osiągnąwszy pełnię doskonałości, stał się dla wszystkich, którzy mu są posłuszni, sprawcą zbawienia wiecznego. I został obwieszczony przez Boga jako arcykapłan według porządku Melchisedeka" (Hbr 5,7-10). Cóż tu jeszcze można dodawać?

Życzę Bożego błogosławieństwa, trwania w zdrowej nauce Chrystusa i kontynuowania walki o wiarę, raz świętym przekazaną.

Kazimierz Sosulski, Warszawa, 01.03.2001


Fakty o Kali w Kolumbii ze źródeł bezpośrednich

Stwierdzenie 1: Pokonane zostały mafie narkotykowe.

FAKTY:
Sześciu przywódców narkotykowego gangu siedzi obecnie w więzieniu. Jednak mafia się zreorganizowała dzięki temu, że dwóch z jej założycieli nadal działa w Kali. Jeden z nich czyni to z więzienia. Inni przywódcy gangu przenieśli swoje "operacje" w pobliże Kali. Prowadzą je też w pozostałych regionach Kolumbii, a przez to, że szajka ta się zdecentralizowała, trudniej jest ją teraz wykryć i unieszkodliwić.

Rebelianci (sprawujący opiekę nad handlem narkotykami) zaatakowali wiele zborów w Kali (już po nakręceniu filmu), powodując zamknięcie niektórych z nich. Z newsletteru zboru Ekklesia wynika, że FARC (partyzanci) prawdopodobnie postrzegają ewangelicznych chrześcijan jako sprzymierzeńców USA. Grupa rebeliantów zamknęła zbory, a tam gdzie wyraziła zgodę na nabożeństwa, narzuciła im godzinę policyjną (18.00) i zabroniła jakiejkolwiek publicznej aktywności religijnej na terytorium znajdującym się pod jej kontrolą. ELN (druga grupa partyzantów), zaatakowała świątynię Kościoła Katolickiego i porwała 140 wiernych".

Stwierdzenie 2: Mniej intensywna jest działalność sekt.

FAKTY:
Również sataniści napadają (napadali też w przeszłości) na zbory, aby spowodować zaprzestanie ich działalności.
Cytat z newsletteru zboru Ekklesia:
"Satanistyczne grupy napadają na zbory i chrześcijan, szczególnie w Kali. Niektóre zbory ucierpiały z powodu wielokrotnych ataków" - powiedział Consuelo Zuluaga, pracownik społeczny Justapaz.

Stwierdzenie 3: Kali stało się bezpiecznym miastem, w którym można chodzić wieczorem po ulicy bez obawy, że się zostanie napadniętym.

Oto wypowiedzi Ruth Ruibal, żony zamordowanego pastora Julio (wytłuszczenia od redakcji).

List z października 1999
"Zbór w Kali potwierdza wiadomości jakie pojawiają się w środkach masowego przekazu w USA. Patrząc na to po ludzku, sytuacja polityczna i ekonomiczna wydaje się być coraz gorsza. Tak naprawdę, to w niedzielę, zanim jeszcze wyjechałam w tę podróż, przeżyliśmy podczas nabożeństwa napad partyzantów. Być może duchowa walka w Kolumbii jest teraz tak zacięta, ponieważ kraj ten stanowi "bramę wjazdową" do reszty południowoamerykańskiego kontynentu. Patrząc na to po ludzku, sytuacja wygląda beznadziejnie. Wielu ludzi, ze względu na taką ocenę, opuszcza kraj, w tym niektórzy pastorzy. Z każdym dniem widać coraz wyraźniej, że tylko nadnaturalna Boża interwencja, poprzez Jego Kościół, może zmienić zły kierunek, w jakim zmierza ten piękny kraj. W imieniu kolumbijskiego Kościoła proszę Was o modlitwę. Módlcie się, żeby wierzący nie stracili nadziei, żeby kontynuowali trwanie w jedności i byli pełni wiary, która widzi to co niewidzialne i niemożliwe tak, jakby już stało się rzeczywistością. Jezus jest jedyną odpowiedzią. Potrzebujemy waszych modlitw."

List z listopada 1999
"Trudno opisać Kali, skoro ciemność (ogarniająca miasto) jest "ciemnością głęboką", na którą składają się ciągłe porwania, bomby podkładane w samochodach i inne akty przemocy, chaos, recesja ekonomiczna i ciągły niepokój, o którym tak szybko informują nas media w serwisach wiadomości zagranicznych. Rzadko kiedy, jeśli w ogóle, mowa jest o tym, co czyni Pan, aby przyprowadzić ludzi do swego Królestwa i dla swojej chwały. Mimo, że nadal przeżywamy trudne chwile, Pan działa w sercach mężczyzn i kobiet. (...) w trakcie trwania tego trudnego okresu przechodzenia z nielegalnej, opartej na handlu narkotykami, gospodarki finansowej do zdrowego i błogosławionego systemu ekonomicznego. I w miarę jak Kali nadal jest zmieniane dzięki Ewangelii, to się (naprawdę) stanie! (...) Razem zobaczymy zmienione CAŁE MIASTA dzięki mocy naszego Pana Jezusa Chrystusa!"

Grudzień 1999
"Z drugiej strony, parę dni temu, człowiek który nadal nam grozi (i ogłasza publicznie, że to on zabił Julio), rozpoczął nową budowę tuż koło naszej posiadłości. W przeszłości starał się zdobyć nasz teren. Ogrodzenie z drutu kolczastego podłączonego do prądu zostało zniszczone, więc musieliśmy je wymienić. Natychmiast ów sąsiad zaczął grozić naszym pracownikom i zborownikom, wykrzykując, że "przysporzy nam kłopotów" razem ze swoimi wspólnikami w liczbie 50 mężczyzn, jakich podobno ma na swoje zawołanie. Zapytał, czy chcemy kolejnej śmierci.

I dodał, że zdobędzie naszą posiadłość (wjazd do naszej kaplicy) i zablokuje nam dostęp. Musieliśmy wynająć strażników, by w ogóle móc dokończyć te prace! Prosimy was o modlitwy o ochronę. To wydarzenie tylko podkreśla, jak ważny jest projekt ukończenia budowy ściany naokoło naszej 6-akrowej posiadłości. Nasze granice musza być jaśniej ustalone i zaznaczone.

W MIEŚCIE...

Pan nadal działa w Kali. 7 grudnia mieliśmy naszą trzecią nocną modlitwę. Kiedy Stowarzyszenie Pastorów starało się załatwić pozwolenie władz na użycie stadionu przy tej okazji, policja nie chciała wyrazić zgody ze względu na groźbę napadu partyzantów w razie jakichkolwiek organizowanych tam imprez. Pastorzy odparli na to, że właśnie dlatego policjanci powinni wyrazić zgodę, bo my się modlimy o tę sytuację i wiemy, że odpowiedzią dla Kali jest Pan. Następnego dnia policja dala nam pozwolenie. Pastorzy zaprosili na to nocne czuwanie władze cywilne i mer miasta w mowie wstępnej przywitał gości. Była to najbardziej wzruszająca część całego spotkania modlitewnego, gdyż poprosił on Bożych ludzi, by się o niego modlili. Rzekł, iż wie, że tylko w Chrystusie znajduje się rozwiązanie naszych problemów - zarówno dla niego osobiście, jak i dla miasta. Znowu poprosił nas o modlitwę. Potem prywatnie zaprosił Jezusa do swojego serca jako swego Zbawiciela, w czym dopomógł mu przewodniczący Stowarzyszenia Pastorów. Na spotkanie przybyło wielu innych członków rządu i byli oni pod wrażeniem ludzi biorących w nim udział, gdyż w tym trudnym czasie są oni pełni radości. W tym wydarzeniu uczestniczyło ok. 40 tys. osób".

Maj 2000
"(...) Potem odkryliśmy, że mój przedłużony pobyt w USA przeszkodził planom Pedra (człowieka, który jest odpowiedzialny za śmierć Julia), gdyż planował mnie zabić. Kiedy zdał sobie sprawę, że mnie tam nie ma, zaatakował Dawida, starszego zboru, który prowadzi tam prace podczas mojej nieobecności. Pedro rzekł mu śmiało, że zostało mu (Dawidowi, przyp. tłum.) tylko kilka minut życia, a naszemu prawnikowi oznajmił, że ma tylko 8 dni na wycofanie sprawy z sądu, albo jego też zabije. Następnie trzech jego ludzi śledziło (Dawida i prawnika) samochodem, a dwóch na motocyklach. Trwało to jakiś czas, zanim udało im się zgubić trop tych złoczyńców. Pan nas wiernie ochraniał. Wówczas nasz prawnik odkrył, że Pedro już przekupił sędziego. Wystosowaliśmy prośbę, aby ta sprawa została przekazana do innego sądu.

GROŹBY PARTYZANTÓW

"(...) W kolejną niedzielę, przed nabożeństwem, partyzanci wysłali do naszej posiadłości swojego człowieka z żądaniem okupu. Zagroził nam również, że jeśli nie będziemy z nimi współpracować, porwą kogoś ze zboru. Ów młody wysłaniec sam był zdenerwowany, więc nasi ludzie mieli okazję wyjaśnić mu drogę zbawienia. Nawet powtórzył za nimi modlitwę grzesznika i pomodlono się z nim. Poprosiliśmy o spotkanie z przywódcą tej grupy partyzantów, aby mu wytłumaczyć, dlaczego nie możemy spełnić ich żądań. Proszę, módlcie się o bezpieczeństwo ludzi, którzy tym się będą zajmować. Wygląda na to, że są też inni, w tym Kościół Rzymskokatolicki, którzy nie chcą płacić haraczu.

Wideo "Przeobrażone miasta" zostało dobrze użyte przez Pana, aby zachęcić wielu pastorów do jedności i wiary w to, że ich miasta mogą dzięki Ewangelii zostać zmienione. Kiedy uświadamiam sobie jak Pan użył do tego historii z Kali, to łatwiej zrozumieć całą tę duchową walkę (jaką wciąż toczymy). Nieprzyjaciel z pewnością bardzo ucierpiał na tym - nic nie jest w stanie powstrzymać ruchu Bożego Ducha! (...) Jego Kościół podlega przemianie pomimo trudnych okoliczności i, w rezultacie, to samo stanie się z miastem.

Szczególna prośba modlitewna
Pośród tej wszechogarniającej ciemności, Pan działa w potężny sposób. Co miesiąc nawraca się 30 nowych osób. Przy jakichś szczególnych okazjach bywa ich nawet więcej, jak ostatnio, w Wielki Piątek, kiedy to 25 osób wyszło po modlitwę o zbawienie. Mobilizujemy wszystkich zborowników, by te nowo narodzone osoby czynili uczniami. Pośród ciągłych gróźb ze strony Pedra i walk partyzantów, Pan nadal otwiera drzwi do służby - w tym do telewizji i radia.(...) Prosimy szczególnie o modlitwy o to, abyśmy mieli mądrość i zrozumienie na temat naszego powrotu do Kali 25 maja. Dawid prawdopodobnie na jakiś czas wyjedzie, musi przeczekać tę sytuację w Kali.

Recesja dotyka wszystkich i potrzebujemy w tej sytuacji waszego wsparcia. Budowa muru wokół posiadłości musi zostać zakończona, zwłaszcza wziąwszy pod uwagę to, co się obecnie dzieje w naszym mieście. Prosimy o pomoc.

Módlcie się o:
Zbawienie i pokój dla Kolumbii
Stabilizację sytuacji ekonomicznej i politycznej
Kontynuację jedności wszystkich chrześcijan
Ochronę dla kościoła i rodziny"

Sierpień 2000
"Kolumbia przechodzi przez trudny, ale zarazem szczególny czas. Zagraniczne media podają wiadomości o przemocy, zepsuciu, walkach partyzantów, porwaniach, zabójstwach i niepokoju - i jeśli mielibyśmy oceniać sytuacje patrząc na to, co się dzieje wokół, jedynym wyjściem byłoby opuszczenie kraju. Już ok. 600 tys. mieszkańców właśnie to zrobiło w ciągu ostatnich miesięcy, co oznacza, że w sumie już ponad 2 miliony Kolumbijczyków wyemigrowało do innych państw.

Przypomina mi to sytuację Mojżesza, kiedy wszystko wydawało się zmieniać na gorsze po tym, jak Mojżesz ogłosił starszym Izraela, że wkrótce nastąpi ich wyzwolenie. Jednakże wiemy, iż Suwerenny Pan działa i odpowiada na modlitwy ludzi, którzy wierzą, iż ten strategiczny naród, często zwany "bramą Płd. Ameryki", ma przyszłość.

Ekklesia, nasz zbór, umacnia się w Panu. Było im bardzo trudno, kiedy wyjechało dwoje ich przywódców... Jednakże młodzi liderzy prowadzą pracę Pana dzięki łączności elektronicznej i telefonicznej, i On daje im łaskę, jaka jest im potrzebna. Pedro nie sprawia na razie szczególnych kłopotów, ale to zwykle oznacza, że w ukryciu przygotowuje plan, aby jeszcze mocniej uderzyć. Proszę, módlcie się nadal, żeby jego złe zamiary się nie powiodły i imię naszego Pana Jezusa Chrystusa było uwielbione. Sprawa sądowa dotycząca naszej posiadłości powinna być rozwiązana w ciągu 2 lub 3 miesięcy (...)"

Wrzesień 2000
"CIERPIĄCY, ALE NIE ZNIECHĘCENI..."

Ostatnio mieliśmy szczególnie ciężki czas w Kali i walka nadal trwa, ale wciąż doświadczamy cudownej wierności Pana. Groźby wobec przywódców zboru są nadal aktualne. Pedro przyszedł nawet na nasz parking z karabinem i kilkoma wspólnikami. Zanim nadjechała policja, udało mu się wyrąbać piękne drzewo stojące przy wjeździe. Musiały minąć dwa dni, zanim przyszła służba miejska i wydała oficjalny zakaz wstępu (Pedra) na nasz teren, aż do czasu kiedy sprawa zostanie zakończona w sądzie. Oznacza to, że jeśli w przyszłości Pedro będzie stwarzał nam problemy, policja od razu może podjąć akcję. Zbór musi wynająć adwokata i profesjonalnych wartowników. W tym też czasie przyszli się z nami modlić o tę sytuację pastorzy z innych zborów w mieście".

Październik 2000
"Nasz zbór w Kali nadal wzmacnia się Panu. Kiedy czytałam Nehemiasza, zobaczyłam tam identyczną sytuację (Żydów i ich nieprzyjaciół), jaką my mamy z Pedro. Mają ten sam cel - "przerwać prace". Pedro nie próbował wejść na nasz teren od kiedy postawiliśmy tam strażników, tak jak to zrobił Nehemiasz. Jednak nadal grozi wielu ludziom. Jeden z moich najlepszych (prywatnych) wartowników w domu jest zmuszony zakończyć swoją pracę u mnie pod koniec miesiąca z tego powodu, że się obawia o swoje życie. Ma czworo dzieci i musi pomyśleć o swojej rodzinie. Proszę, módlcie się nadal o ochronę przed nieprzyjacielem i aby to wszystko się nareszcie skończyło."

http://www.geocities.com/Heartland/Plains/4948/transformations.html


Refleksje nt. kasety wideo "Przeobrażone miasta"

Kaseta wideo "Przeobrażone miasta" powstała w USA, w 1999 r., i w ciągu zaledwie kilku miesięcy obiegła świat. Film ten przedstawia cztery miasta w różnych krajach, gdzie manifestująca się obecność Boża przekształciła nie tylko zbory, ale również całe społeczności i miejscowości.

George Otis Jr., przedstawiciel The Sentinel Group będącej głównym producentem tej godzinnej kasety, posłużył się sfilmowanymi w różnych okresach fragmentami wydarzeń w każdym z przedstawionych miast oraz wywiadami z uczestnikami i przywódcami tego ruchu.

Celem filmu jest przekazanie przesłania, jak to osobiście stwierdził G. Otis, że "można się nauczyć sposobu, w jaki dzięki mocy modlitwy będziemy w stanie osiągnąć podobne rezultaty we własnym miejscu zamieszkania".

Jeśli ogląda się ten film bezkrytycznie (bez sprawdzenia podanych tam faktów), można dojść do przekonania, że otrzymaliśmy nadzwyczajny klucz do powszechnego przebudzenia. Jednak gdy ktoś zechce porównać przedstawione tam praktyki z prawdą objawioną w Bożym Słowie, stwierdzi, że wygląda to zupełnie inaczej.

To samo można powiedzieć o rzekomych materialnych dowodach działania Bożej mocy w tamtejszych miejscowościach. Po sprawdzeniu faktów w każdym z tych miejsc okazuje się, że nie wszystko wygląda tak, jak to zostało przedstawione w filmie. Ale nie o to chodzi w poniższym opracowaniu. Omawiając film zbadamy, na ile głoszone tam nauki zgadzają się z tym, co mówi Pismo Święte.

Pierwszym miejscem, które odwiedzamy dzięki kasecie, jest miasto Kali w Kolumbii, państwie położonym w Ameryce Płd. Mieszka tam ponad milion ludzi. Oglądamy krótkie urywki z życia pastora Julio i jego żony Ruth Ruibal, którzy dążyli przede wszystkim do tego, by doprowadzić do jedności wszystkich chrześcijan. Są tam pokazane sceny z wielkich zgromadzeń na stadionie, masowych spotkań modlitewnych, widzimy także kilkuset pastorów zawierających ze sobą Przymierze Jedności. Następnie przedstawia się nam szczegółowe sprawozdanie z zabójstwa dokonanego na Julio Ruibalu i wzruszające świadectwo jego żony na ten temat. Trzeba tu zaznaczyć, że Julio został zastrzelony z powodu sporu o posiadłość, nie z powodu swojej wiary i religijnych przekonań.

Drugim miastem, jakie odwiedzamy, jest Kiambu, w Kenii. Sporo czasu zajmuje na kasecie wywiad z afrykańskim pastorem zboru "Jaskinia Modlitwy" i obrazy przedstawiające poczynania tego zboru, mające udowodnić, że naprawdę przyszło tam przebudzenie. Dużo uwagi poświecono również pewnej czarownicy o imieniu Mama Jane, która opuściła miasto po tym, jak wierzący zaczęli się modlić.

Trzecim miastem jest Hemet w Kalifornii, które borykało się z wieloma problemami przekraczającymi własne możliwości uporania się z nimi, a dotykały one zarówno zbory, jak i resztę społeczeństwa. Przeprowadzono wywiad z dwoma pastorami oraz pokazano sceny z wielkiego zgromadzenia na wolnym powietrzu, w którym brało udział wiele różnych zborów.

Ostatnim miasteczkiem zaprezentowanym w filmie jest miejscowość Almolonga w Gwatemali licząca 19 tys. mieszkańców. W filmie jest mowa o tym, że 8 osób na 10 w tej miejscowości to nawróceni chrześcijanie. Tu również pokazano stadion pełen ludzi i urywki zborowego spotkania. Najmocniej zaznacza się w naszej pamięci scena, gdzie zaprezentowano wielkie plony i olbrzymich rozmiarów warzywa, sugerując, że jest to bezpośredni rezultat duchowej przemiany tego miasteczka.

Na koniec George Otis jr w swym komentarzu podsumowuje wyżej opisane sceny oraz rozbrzmiewają słowa piosenki "Ogłosiliśmy wojnę", która jest motywem przewodnim całego filmu.

Po obejrzeniu tego filmu, od razu nasuwa się nam pytanie: Jaka jest rola w tym całym przedsięwzięciu naszego Pana, Jezusa Chrystusa?! Czy ma On tu coś w ogóle do powiedzenia? Brak Chrystusa jest po prostu uderzający.

Ciągle jest mowa o mocach ciemności, zwierzchnościach w okręgach niebieskich itd. Zdecydowanie główną rolę odgrywają tutaj szatan i jego demony. W ogóle natomiast nie została poruszona sprawa grzechu. Widać wyraźnie, że wg autorów to nie ludzki grzech stanowi źródło wszystkich problemów, jakie przeżywają wymienione tu miasta. Odpowiedzialne za wszelkie zło są moce ciemności, a modlitwa, post i jedność wierzących ma się stać czynnikiem zbawienia.

Cała ta koncepcja wywodzi się ze współczesnej koncepcji tzw. "walki duchowej", której celem jest pokonanie "duchów terytorialnych" i ona właściwie jest promowana w filmie. Podstawą ideologiczną całej tej opowieści są nowe, pozabiblijne objawienia. Co więcej, aby osiągnąć podobne rezultaty, trzeba stosować te same techniki i strategie, inaczej nic z tego nie będzie. Główną formułę stanowi tzw. "strategiczna walka duchowa". To ten właśnie program zastosowano we wszystkich czterech przedstawionych miejscowościach i możemy dostrzec wielkie między nimi podobieństwa.

Tak więc - wg scenariusza filmu - najpierw należy wyraźnie określić, jaka siła ciemności rządzi w danym miejscu. W Kali poproszono ludzi, by rozpoznali, które to duchowe moce są aktywne w ich miejscu zamieszkania i aby nazwali po imieniu demoniczne "warownie" panujące nad miastem.

Pastor w Kiambu orzekł, że istniejące tam problemy powodowane były przez zwierzchności panujące w powietrzu i diabelskie moce, z których największą stanowił duch czarów - należało wiec złamać jego panującą nad miastem moc.

W Hemet jeden z dwóch pastorów, z którymi prowadzono wywiad oznajmił, że głównym problemem był "duch współzawodnictwa", który do tej pory panował nad tym regionem.

Z kolei główną potrzebę w Almolonga stanowiło "zaatakowanie mocy ciemności przez post i modlitwę". Według G. Otisa, klucz stanowi tutaj wytrwałość i niezachwiana wiara w te strategie przywódców zborów, jak również konieczna jest widzialna jedność pomiędzy zborami i wyznaniami. Na przykład w Kali ok. 250 pastorów zawarło ze sobą tzw. Przymierze Jedności. W każdym z miast odbywały się masowe spotkania międzyzborowe. Gorąca, jednomyślna modlitwa stanowiła główną podstawę tych spotkań. Koncentrowała się ona często na mocach ciemności rządzących w powietrzu, które wyzywano na głos, publicznie. Zwykle ostatnie sceny z każdego z tych miast pokazywały wielkie tłumy ludzi radośnie świętujących, tańczących i machających flagami, co miało jakby stanowić dowód na to, że miasto to rzeczywiście zostało przeobrażone.

Trzeba tu wspomnieć, że twórcy filmu przedstawiając te cztery miejscowości połączyli w jeden ciąg urywki wydarzeń z kilku lat. Aby w nieobiektywny sposób opowiedzieć jakąś historię można pokazać cokolwiek. Wystarczy zebrać odpowiednie fragmenty i stworzyć z tego jedną całość ilustrującą daną opowieść, i jeszcze nazwać to "filmem dokumentalnym".

Głównym ze sposobów ustalenia gdzie i w jaki sposób działa nieprzyjaciel jest tzw. "duchowa mapa". C. Peter Wagner był jednym z pierwszych propagatorów tej metody i praktyki. We fragmencie dotyczącym Hemet w Kalifornii jest powiedziane, że "rysowanie duchowej mapy stanowi dla nas źródło wiedzy i informacji". Zaś celem sporządzania mapek jest rozpoznanie i zlokalizowanie konkretnych (wg tych wyobrażeń) sił przeciwnika.

Pragnienie poznania tego, co jest ukryte i co dotyczy mocy ciemności jest niebezpieczne, gdyż prowadzi nas na manowce. Przypomina to spożycie zakazanego owocu z drzewa poznania dobra i zła w ogrodzie Eden. Pan ustalił w świecie duchowym pewne granice, których nie należy przekraczać. Tajemna moc nieprawości już działa (2Tes 2,7), ale gdzie jest powiedziane, że mamy się w nią wgłębiać? Rysowanie duchowej "mapy problemów" wspomniano w filmie wiele razy i podkreślano ważność tej czynności. Ale jasne jest oczywiście, że Biblia niczego nas na ten temat nie uczy. Wypada więc zadać pytanie: Dlaczego spośród wielu miast USA jako przykład zostało wybrane akurat właśnie Hemet? Odpowiedź podsuwa nam geografia. Hemet leży tylko ok. 100 km od Fuller Theological Seminary w Pasadenie w Kalifornii, gdzie ta nauka o walce duchowej się "wykluła", a następnie była praktykowana przez studentów, którzy odwiedzali Hemet podczas swoich podróży misyjnych. C. Peter Wagner np. naucza tam (w seminarium) przedmiotu nazwanego: "Konfrontowanie mocy (nieprzyjaciela)", a nawet istnieje w tej uczelni możliwość wybrania jednego z dwóch tematów pracy pisemnej, która polega na szczegółowej analizie procesu sporządzania duchowej mapki i działań poczynionych w Hemet, co ma służyć jako dobry przykład postępowania w tym względzie.

W filmie duży nacisk położono na "jedność". Mówi się też, że również i o to należy się modlić. Na jakiej podstawie opartą jedność tu chodzi? Na ten temat nie ma ani słowa. Czyżby, kiedy już owa "jedność" została osiągnięta, podział zborów na denominacje przestawał istnieć? Jedność w Duchu dawana jest nam automatycznie i zawsze jest po prostu rzeczywistością tam, gdzie ludzie naprawdę należą do Chrystusa. Znowu więc widać na tym przykładzie, że nauczanie Wagnera i Otisa o jedności odbiega od biblijnej nauki na ten temat.

Jeszcze większe odstępstwo od zdrowej nauki stanowi przedstawiona w filmie koncepcja modlitwy. Wspomniano tam, że większość ludzi zgromadzonych na pierwszym wspólnym wieczornym spotkaniu modlitewnym w Kali była przekonana, że to i tak nic nie pomoże. Taka postawa pokazuje jasno, że ludzie ci nie mają pojęcia kim jest Bóg i jak On naprawdę działa. Natomiast pastor z Kenii powiedział, że "modlitwa wytwarza moc". Tego rodzaju rozumienie modlitwy znajdujemy w uprawianiu magii i okultyzmu, a nie w wierze chrześcijańskiej. Film prezentuje wiarę w modlitwę oraz wiarę w moc modlitwy, zamiast wiary w Pana.

Głównym celem spotkań modlitewnych było "zaatakowanie bram nieprzyjaciela". Taka forma duchowej walki kładzie nacisk na szukanie przez chrześcijan bezpośredniego kontaktu z nieprzyjacielem. Gdzie w Biblii jest powiedziane, że tak się mamy modlić? Nigdzie! Biblia nic nam nie mówi o konieczności atakowania demonicznych "twierdz" czy warowni nad danym terytorium. Natomiast uczy wyraźnie, że mamy "być", "stać" i jedynie "odpierać" ataki szatana, nie sami go wyzywać i atakować (stosować tzw. "walkę ofensywną"). Otrzymaliśmy wyraźną instrukcję, aby się "opierać diabelskim zasadzkom" (Ef 6,11).

Podczas prezentacji wydarzeń w Kali G. Otis powiedział: "Królestwo Boże zstąpiło na Kali". Jest to stwierdzenie absolutnie niebiblijne, zdradzające niebezpieczny sposób myślenia: to w mocy człowieka leży sprowadzenie na ziemię Bożego Królestwa. Albowiem Królestwo Boże jest tam, gdzie ludzie przyjmują i uznają panowanie Boga (w swoich sercach). Królestwa tego nie można na ziemi zobaczyć przy pomocy naszego naturalnego zmysłu - wzroku. Pan Jezus wyraźnie powiedział, "Moje Królestwo nie jest z tego świata". To Chrystus pewnego dnia zaprowadzi na ziemi swoje Królestwo, ale na pewno nie możemy tego uczynić my sami. Nie możemy zatem toczyć tego rodzaju walki w imieniu niewierzących ludzi, aby rozciągnąć nad nimi "Boże panowanie".

Spotkania "wstawienników" pokazują wyraźnie, że to wszystko oparte jest na poczynaniach zmysłowych, cielesnych. Jest tam dużo machania flagami, skakania, krzyku, wyrażania emocji, tancerzy w kostiumach narodowych, głośnych "uwielbiaczy", hałaśliwej muzyki i ogólnego chaosu. Typowy nastrój południowoamerykańskiego karnawału. Kto mógłby tam usłyszeć "cichy głos" Pana? Także sceny z afrykańskiego zboru są alarmujące. Czy można to wręcz nazwać zborem chrześcijańskim? Wszyscy tańczą jak w amoku i machają gałęziami. Może pokazano raczej jakieś plemienne święto animistów albo po prostu kościelną dyskotekę? Zborownicy idący w pochodzie niosą wielki transparent: "Odurzony Jezusem".

Po słowach G. Otisa na temat tego, że tak "wyposażona w wiedzę" modlitwa grupy wstawienników dawała wspaniale rezultaty, pokazano sceny z Hemet i otwartego spotkania obfitującego w dziwne karnawałowe akcenty i znowu widać tu mnóstwo dziwnych tancerzy w kostiumach. Wszystko to opiera się na cielesnej naturze człowieka i na sentymentalizmie. Jak jakiś festiwal folklorystyczny.

Stwierdza się w filmie, że podczas tego karnawału rzeczywiście przyciągnęła ludzi ta "miłość wyrażona w czynach" i ponad 300 osób oddało swe serce Chrystusowi. Ciekawe jak naprawdę działa taka "czynna miłość" i gdzie są ci ludzie dzisiaj?

W Almolonga ponadto została pokazana zadziwiająca scena pewnego spotkania, na którym nastoletni chłopcy podskakiwali w górę jak w amoku - nazwano to "gorącym uwielbianiem". Tylko że to przecież dokładnie zgadza się z opisem uwielbiania, jakie odprawiali prorocy Baala za dni Eliasza! Tak na marginesie: Dlaczego w filmie wiele razy można zobaczyć sceny z tancerzami w białych strojach? Co oni tam odprawiali? Tańce wojenne?

Ważne pytanie, jakie należy zadać w tym miejscu brzmi: Czy na tym ma polegać prawdziwa chrześcijańska wiara? Słowo »ewangelia« było chyba w filmie użyte, ale ani razu nie zostało wyraźnie sprecyzowane jego znaczenie. Zamiast tego widać tam wyraźnie tzw. »łatwą ewangelię« w rodzaju: przyjdź do Jezusa, a On da ci szczęście i rozwiąże wszystkie twoje problemy.

Czego naucza się w zborach Kali? Ameryka Płd. należy do krajów Trzeciego Świata i mieszkają tam niezliczone masy ludzi o bardzo niskim poziomie wykształcenia, ale o bardzo wysokim stopniu zabobonności. Słyszymy o wielkim przebudzeniu w Ameryce Płd., ale co się tam dzieje tak naprawdę? Otóż zapuściły tam korzenie wszystkie fałszywe nauki amerykańskich tele-ewangelistów nabierając przy tym własnego, narodowego charakteru, często tworząc mieszankę z religiami miejscowymi. To samo można powiedzieć o pozostałych kontynentach.

Pastor z Kiambu powiedział: "Kiedy została złamana moc ducha czarów, nad miastem zaczęła się unosić Boża obecność". Co za dziwny obraz Boga? O którym bogu tu mowa? Tego rodzaju myślenie jest zupełnie obce nauczaniu Pisma Świętego, wiadomo natomiast, że takie wierzenia od tysięcy lat istnieją w religiach pogańskich i u animistów. Ów pastor rzekł również: "Sukces, pomyślność - oto co teraz tu widzimy". Jasno widać, że o to mu tylko chodziło - "teologia sukcesu".

Po ogólnym omówieniu treści tego wideo, należy zwrócić baczniejszą uwagę na dwie szczególne sceny, gdyż trudno je zapomnieć i robią one na widzach wielkie wrażenie. Pierwsza z nich przedstawia Kiambu. Jest tam pokazane, że czarownica imieniem Mama Jane umieściła na terenie zboru fetysz i jego działanie było tak mocne, że szkodziło zborowi. W filmie uznano za ogromny sukces to, że Mama Jane opuściła miasto z powodu modlitw, które zanoszono. Zapomniano jednak, że w afrykańskiej kulturze normalne jest to, iż prawie na każdym rogu ulicy spotkać można stoisko szamana czy czarownice oferujące swoje usługi. W mieście Kiambu (65 tys. mieszkańców) może mieszkać co najmniej paręset praktykujących czarownic! Jednak o nich nie słyszymy ani słowa. Nie ma tu mowy o tym, żeby opuściły miasto.

Natomiast w Almolonga pokazano wspaniałe, duże plony, olbrzymie warzywa. Zachwycanie się nimi jest tu jednak nie na miejscu. Nie wspomniano na przykład nic o takim znanym fakcie, że stosuje się tam środki użyźniające glebę, pestycydy, oraz w jakich warunkach się to dzieje. Marchewki o tych samych rozmiarach można też kupić na ulicach Hongkongu. Poza tym klimat w Gwatemali doskonale nadaje się dla produkcji warzyw, a warto też dodać, że z powodu długoletniej wojny, która zakończyła się w latach 90., ziemia w tym kraju nie była przedtem w pełni wykorzystywana. To co wydaje się najbardziej niepokoić podczas prezentacji wielkich warzyw, to wyraźna sugestia, iż plony te są tak wielkie dzięki szczególnemu Bożemu błogosławieństwu. Ponieważ wierzący w Almolonga zjednoczyli się w modlitwie i pokonali moce ciemności nad swoim terytorium, Bóg wylał na nich swoje szczególne błogosławieństwo (trzeba dodać, że wspomina się również, iż to dzięki ciężkiej pracy licznych tam chrześcijan takie są te plony).

Jeśli tak to naprawdę działa, to jak należy rozumieć sytuację w Rosji czy w Chinach, gdzie wielu świętych ludzi cierpiało z zimna, głodu i było w więzieniach z powodu swojej wiary, a mimo to nie zaparło się swojego Pana? Czy brakowało im wiary? Czyżby stracili wspaniałą możliwość otrzymania Bożego błogosławieństwa tylko dlatego, że jeszcze do nich nie dotarło nauczanie Petera Wagnera? Co powiemy na temat bohaterów wiary z Hbr 11? Biblia mówi, że "świat nie był ich godny". Mimo że byli "biedni, opuszczeni, uciskani, poniewierani", zostali pochwaleni za swoją wiarę, a nie skrytykowani za to, że nie przeprowadzili udanej "walki strategicznej" z szatanem.

W powyższych dwóch przykładach omawianego filmu widzimy wyraźny fałsz w prezentowaniu faktów. Nie wiemy czy jest to działanie celowe, czy też wynika z niesamowitej naiwności producentów "Przeobrażonych miast". Tak czy inaczej, powinniśmy być bardzo ostrożni i nie dać się zwieść ani temu, ani pozostałej treści filmu.

Na końcu prezentacji George Otis mówi: "Jeżeli wasza miejscowość ma się stać miejscem wizytacji Ducha Świętego, należy podjąć te właśnie kroki, aby ją na to przygotować. Powinniśmy się modlić, aby Bóg zwiększył nasz apetyt na czynienie rzeczy, które przyciągają Jego obecność: jest to jedność, świętość, wiara i pokora. Musimy dbać o naszych liderów, którzy mają wspólną wizję, wspieraną przez fachowe modlitwy poinformowanych wstawienników". Wspomniał również o "całkowitej zmianie duchowego DNA danego społeczeństwa". Jest to na pierwszy rzut oka (dla rozsądnego człowieka) typowe "mielenie językiem" bez żadnego konkretnego znaczenia, ale jeśli je przeanalizujemy, to może się okazać, że mamy się czego obawiać. W stwierdzeniu G. Otisa cała uwaga skupiona jest na NAS. To w naszej mocy leży zmiana danego społeczeństwa i zaprowadzenie Królestwa Bożego na ziemi. Mowa tu zapewne o konkretnej grupie "super-apostołów", którzy będą rządzić światem. To my w końcu stajemy się bogami i możemy zachowywać się jak Bóg - co staje się jasne w tego rodzaju "duchowej walce", jaką nam się prezentuje. Nauka ta prowadzi do logicznego wniosku, że w efekcie to my jesteśmy bogami rządzącymi na świecie, panami wszechświata i możemy rozkazywać Bogu mieszkającemu w niebie. Zatraca się suwerenność Boga na rzecz wzmożonej aktywności chrześcijan. Zupełnie jak w religiach pogańskich, gdzie bóstwo jest nieme, a kapłani aktywni ponad miarę.

Według tej nauki, to chrześcijanie są winni wszystkich problemów na świecie. Jeśli na ziemi panuje zło, to dzieje się tak dlatego, że chrześcijanie nie dosyć się modlili i aż do tej pory nie udało im się pokonać mocy ciemności w okręgach niebieskich nad ich krajem czy miejscem zamieszkania. Jest to stwierdzenie zarówno niewłaściwe, jak i niebiblijne. W całej tej nauce nie wspomina się o osobistym grzechu jako źródle wszelkiego zła, nie ma mowy o OSOBISTEJ odpowiedzialności każdego człowieka przed Bogiem i o posłuszeństwie Jemu. Bo przecież wyzwolenie się spod panowania mocy ciemności to sprawa indywidualna - osobistej wiary w Chrystusa, a nie zbiorowe doświadczenie "zbawienia".

Wideo "Przeobrażone miasta" prezentuje wiarę w modlitwę i wiarę w moc modlitwy zamiast wiary w Chrystusa. Nie ma tu mowy o tym, że na krzyżu Golgoty Jezus pokonał już moce ciemności. Cały czas odnosimy wrażenie, że mamy bardzo mocnego diabła i bardzo słabego Boga. Stąd ciągle słyszymy co MY, jako Kościół, musimy zrobić, aby to zmienić. Jest to bardzo złe pojęcie na temat tego, kim jest naprawdę Bóg i w wideo nie ma wzmianki o tym, że jest On suwerenny. Zapomniano, że Pan na niebiosach króluje i panuje. Niestety, zbyt duży nacisk podczas całej tej prezentacji kładzie się na moce ciemności.

Film ten przedstawia również strategie, które należy zastosować, jeśli chcemy zmienić nasze społeczeństwo. Kiedy chrześcijanie zaczynają wierzyć, że stosowanie pewnych metod jest ważnym czynnikiem przynoszącym rezultaty i wyzwalającym duchową moc, dają się oszukiwać mocom znanym w okultyzmie. Obecnie dzieje się tak na szeroką skalę. Przesłanie tego filmu opiera się na niebiblijnej nauce, która przypomina właśnie naukę okultystów.

George Otis bardzo dokładnie pokazuje nam, jakich należy używać metod i strategii, mimo że nie znajdujemy ich w ogóle w Biblii. Owszem, niekiedy przytaczane są biblijne słowa, ale nadano im zupełnie inne znaczenie niż to, które wynika z nauki Pisma Świętego. Ludzie nie umiejący rozróżnić dobra i zła łatwo dadzą się na te praktyczne metody nabrać.

Jeśli tylko zastosujemy podaną nam strategię (duchowe formuły), to możemy się spodziewać podobnych rezultatów - tak brzmi główne przesłanie filmu.

Ciekawe jak Kościołowi z pierwszego wieku udało się "zmienić" ówczesny świat, mimo że nie znał ani nie stosował tych "nowych metod działania"?

Całe przesłanie tego filmu ma złe podstawy, gdyż nie jest ono oparte na Słowie Bożym.

Poza tym narrator częściej używał terminologii pochodzącej z ruchu New Age niż słownictwa biblijnego. Padały takie słowa jak np.: fenomen, plan działania, globalna akcja, duchowe korzenie itd.

Wideo to zostało wyprodukowane przez Global Net Productions (Sieć Globalna). Tego rodzaju terminologia: "globalna sieć" nie ma nic wspólnego z Bogiem znanym nam z Pisma Świętego. Jeśli w Biblii istnieje jakakolwiek wzmianka na temat globalnej sieci, to dotyczy ona zawsze sieci-pułapki szatana (np. w Ps 91,3; Kzn 9,12 itd.).

Na końcu filmu informuje się nas, w jakich innych miastach nastąpiła już ta "przemiana". Niektóre z nich to: Mizoram w Indiach, Sao Paulo w Brazylii, wioski Umofai w Nigerii, Arktyka, Resistanca w Argentynie, Navapur w Indiach, wioski Selakan w Malezji, część Kampali w Ugandzie, San Nicolas w Argentynie. Są to miejscowości w krajach rozwijających się. Ciekawe byłoby zbadać to na miejscu.

Wydaje się, że zmiana społeczeństwa i świata jest celem wielu ludzi i to nie tylko chrześcijan. Wystarczyło obejrzeć ostatnie wieści z Kumbh Mela w Indiach, by się przekonać, że nawet nieznani guru głoszą te same cele: światową harmonię i pokój oraz sprawiedliwość. Mieszkańcy naszej planety hołubią niespełnione marzenie, które starają się zrealizować. Teraz jeszcze i chrześcijanie przychodzą im z pomocą. Zupełnie ignorując to, że Jezus powiedział, iż Jego Królestwo nie jest z tego świata.

Na zakończenie można dodać, że słowa piosenki przewijającej się przez cały film też są zupełnie niezgodne z biblijną nauką. "Ogłosiliśmy wojnę" - taki ciągle powtarza się tam zwrot. Jeśli takie jest nasze zadanie w obecnym świecie, to po co Jezus w ogóle umarł na krzyżu?

Przeczytajmy Słowo z Hbr 2,14: "Skoro zaś dzieci mają udział we krwi i w ciele, więc i On również miał w nich udział, aby przez śmierć zniszczyć tego, który miał władzę nad śmiercią, to jest diabła". Kol 2,14-15: "Wymazał obciążający nas list dłużny, który się zwracał przeciwko nam ze swoimi wymaganiami, i usunął go, przybiwszy do krzyża; rozbroił nadziemskie władze i zwierzchności, i wystawił je na pokaz, odniósłszy w nim triumf nad nimi". (Polecam też: 1P 3,21-22; Kol 2,8-10; 2Kor 10,3-5.)

Dzisiejsza walka duchowa nie toczy się pomiędzy Dobrem a Złem, skoro Dobry już w niej zwyciężył; dzisiejsza wojna duchowa rozgrywa się pomiędzy PRAWDĄ BOŻEGO SŁOWA a kłamstwem szatana. Po czyjej stronie staniemy?

Potem Jezus mówi: "I poznacie prawdę, a PRAWDA WAS WYSWOBODZI".

Opracowano na podstawie materiałów przygotowanych przez O.B. z Wielkiej Brytanii, która w podróżach misyjnych odwiedziła 35 krajów.

"Bez rozwagi nawet gorliwość nie jest dobra"

Chcę podzielić się swoimi refleksjami w imieniu tych, którzy jakoby "nie chcą" przebudzenia, "nie chcą cieszyć się" z masowych nawróceń i "sprzeciwiają się" działaniu Bożego Ducha, bo brak nam miłości Bożej i być może już odpadliśmy od łaski, skoro nadal tak twardo stoimy przeciwko temu ruchowi "przebudzenia", powołując się tylko na kolejne fakty z życia, popierające nasze stanowisko.

Przeanalizujmy, na czym tak naprawdę ma polegać miłość do Boga i bliźniego? Nie chodzi tu o nasze "widzimisię", ale standardy Słowa Żywego Boga zapisane w Jego Słowie.

Jezus powiedział do Żydów, którzy w Niego UWIERZYLI:

"Jeżeli WYTRWACIE W SŁOWIE MOIM, PRAWDZIWIE UCZNIAMI MOIMI BĘDZIECIE" (J 8,31).

"Zaprawdę powiadam wam, kto SŁOWO MOJE zachowa, śmierci nie ujrzy na wieki" (w.51).

"Jeśli kto Mnie miłuje, Słowa Mego przestrzegać będzie (...) kto Mnie nie miłuje, słów Moich nie przestrzega, a przecież Słowo, które słyszycie, nie jest Moim Słowem, ale Ojca, który mnie posłał" (J 14,23-24).

"Poświęć ich w PRAWDZIE Twojej; Słowo Twoje JEST PRAWDĄ" (J17,17).

"Kto mówi: znam Go, a przykazań Jego nie zachowuje, kłamcą jest i prawdy w nim NIE MA; lecz kto ZACHOWUJE SŁOWO JEGO, w tym PRAWDZIWIE dopełniła się MIŁOŚĆ Boża. Po tym poznajemy, że w Nim jesteśmy. Kto mówi, że w Nim mieszka, powinien tak samo postępować jak On postępował. Umiłowani, nie podaję wam nowego przykazania, lecz przykazanie dawne, które mieliście od początku, A TYM PRZYKAZANIEM DAWNYM JEST TO SŁOWO, które słyszeliście" (1J 2,4-7).

Dalej Apostoł mówi o konieczności miłowania bliźniego. Na czym ma polegać ta miłość? Na jakimś sentymentalnym uczuciu? Łączeniu rąk z każdym, kto do nas przychodzi w imieniu Pana, nawet jeśli nie przynosi Jego nauki?

O tym wspomina Jan nieco dalej: "Kto się ZA DALEKO ZAPĘDZA i NIE TRZYMA SIĘ NAUKI CHRYSTUSOWEJ, NIE MA BOGA. Kto TRWA W NIEJ, ten ma i Ojca i Syna. Jeśli ktoś przychodzi do was i nie przynosi tej nauki, nie przyjmujcie go do domu (zboru) i nie pozdrawiajcie. Kto go bowiem pozdrawia, uczestniczy w jego złych uczynkach" (2J 9-11).

Miłość do brata jest zdefiniowana w 1J 3,15.18: "Po tym poznajemy miłość, że On dał za nas życie swoje; i my winniśmy życie oddawać za braci. (...) Dzieci, miłujmy nie słowem ani językiem, lecz CZYNEM I PRAWDĄ".

Jeśli pozwalamy na swobodne nauczanie fałszywych nauk w Kościele, czy nasza "tolerancja" i "ugodowa postawa" jest wyrazem tej prawdziwej miłości Bożej do braci, o jakiej mówi Biblia? Zdecydowanie nie, gdyż nie spełnia ona warunku bycia miłością W PRAWDZIE. Boża miłość BEZ prawdy NIE ISTNIEJE. Miłość i Prawda to dwie strony tej samej monety.

Prawdziwa miłość do Boga objawia się m.in. żarliwym bronieniem prawdy Jego Słowa (Judy 3), gdyż kochamy Jego Słowo nad własne życie (iluż to męczenników zginęło za wiarę w TO właśnie Słowo na przestrzeni wieków, a będzie ich jeszcze więcej w tych ostatecznych czasach). Jeśli komuś prawda Bożego Słowa i fałszywe nauki szerzone pośród nas są obojętne, to znaczy, że brak mu miłości Bożej i musi pokutować, gdyż jego serce jest letnie (por. Obj 2,4-5; 3,15-16). Jeśli ktoś natomiast wręcz sprzeciwia się demaskowaniu fałszywych nauk, nie jest po stronie Boga, lecz działa na rzecz nieprzyjaciela naszych dusz. Za to spotka go surowa kara "w owym dniu" (por. Mt 7,21-23)

Słowo Boże (biblijna nauka) jest święte. W Psalmie 138,2b jest powiedziane: "Bo NAD WSZYSTKO wywyższyłeś imię i SŁOWO swoje". Miłość do Słowa nie jest "bałwochwalstwem" (jak czasami głosił John Wimber i jego uczniowie) - nie mówimy tu przecież o tym, by czcić kartki papieru i twarde okładki naszej Biblii czy używać tej Księgi jako jakiejś relikwii, albo jeszcze gorzej - do zabobonnych praktyk. Sama książka, choćby nawet Biblia, nie ma w sobie mocy. To jej zawartość, Słowa ŻYWE, jakie podaje nam do zrozumienia Duch Święty, przynoszą życie i zdrową naukę oraz poznanie Boga - kim jest naprawdę, a nie wg naszych wyobrażeń o Nim. Nasza miłość do Słowa powinna być taka, jak króla Dawida w Psalmie 119. I trudno nazwać ten wspaniały, najdłuższy w Biblii rozdział "wyrazem bałwochwalstwa"!

Mając taką miłość do Słowa, w którym objawił się sam Bóg, nasz Pan, Jezus Chrystus, możemy również kochać prawdziwie naszych braci. Jak mamy wobec tego traktować ludzi, którzy zeszli z prostej drogi? Czy mamy im pozwolić zginąć? Czyż naszym obowiązkiem nie jest ich uratować? Nawet jeśli oskarża się nas przy tym publicznie o brak miłości i "niesprawiedliwe osądzanie braci?" (Ga 4,16)

"Ratuj wydanych na śmierć, a tych, których się wiedzie na stracenie, zatrzymaj. Jeżeli mówisz: nie wiedziałem, to Ten, który bada serca, przejrzy to. A Ten, który czuwa nad twoją duszą wie o tym i odda każdemu według jego czynu" (Prz 24,11-12).

W kontekście fałszywych nauk pośród nas, chrześcijan, Juda rzekł: "Dla jednych, którzy mają wątpliwości, miejcie litość, WYRYWAJAC ICH Z OGNIA, RATUJCIE ICH; dla drugich miejcie litość POŁĄCZONĄ Z OBAWĄ, MAJĄC ODRAZĘ NAWET DO SZATY SKALANEJ PRZEZ CIAŁO" (Jud 22-23).

Prawdziwa miłość szuka "najwyższego dobra drugiego człowieka". Objawia się ona właśnie w czynie takim, jak opisany powyżej - oczywiście mowa o tej konkretnej sytuacji, jaką mamy dzisiaj w Kościele.

Innym aspektem miłości bratniej są np.: pomoc finansowa, modlitwa o kogoś, podzielenie się swoim chlebem z przychodniem itd.

Ten właśnie czyn "miłości i prawdy" jakim jest demaskowanie zwiedzenia, aby chociaż niektórych uratować, jest dzisiaj przez niektórych uznawany za akt nienawiści, pychy, ducha krytykanctwa i wszystkiego najgorszego. Jednak tak to wygląda tylko z ludzkiego, humanistycznego punktu widzenia, tak myślą ludzie świeccy i dlatego wszędzie, w każdej niemal obecnie religii, głosi się popularne hasło o "tolerancji" i "zgodności w różnorodności" (unity in diversity).

Jednak tam, gdzie mowa o grzechu i duchowym niebezpieczeństwie, nie ma miejsca na kompromis i ugodę lekceważącą "pewne nieistotne różnice".

Jeśli chodzi o obecny ruch "Sieci Walki Duchowej", ponad wszelką wątpliwość jest on uznany przez Boże Słowo, które osądza wszelkie zamiary serca (Hbr 4,12), za niezgodny z objawieniem woli i nauki Bożej w Biblii. Bez cienia wątpliwości. Jeśli ktoś chce spojrzeć na to obiektywnie, to zobaczy, iż stosowane są tu zwykłe CZARY udające praktyki chrześcijańskie (patrz "Odźwierni czyli ci, którzy trzymają klucze" w artykule "Walka wg nowego paradygmatu cz. II").

Biblia zaś jasno wypowiada się na temat tego, jak BÓG patrzy na czary, wszelkie bałwochwalstwo i odstępstwo od Jego nakazów:

"JAWNE zaś są uczynki ciała: (....) bałwochwalstwo (pójście za głosami demonów), czary (wszelkie praktyki białej magii i stosowanie modlitwy na tych samych zasadach co okultyści) (..) odszczepieństwo (to nie my, ci ze "starego porządku" jesteśmy odszczepieńcami lecz ci, którzy WPROWADZAJĄ NOWE NAUKI). Ci, którzy te rzeczy czynią, Królestwa Bożego NIE odziedziczą" (Ga 5,20-21). Jak widać, konsekwencje tego postępowania są bardzo poważne.

Mówi się dużo o "wspaniałym uwielbianiu" na takich konferencjach jak z Aną Mendez oraz w zborach "wstawienników". Jednak co sądzi Bóg na temat uwielbiania, oddawania Mu chwały podczas równoczesnego wykręcania Jego Słowa?

"Czy takie ma Pan upodobanie w całopaleniach i ofiarach (składanie ofiary dziękczynienia Bogu muzyką i pieśniami), co w POSŁUSZEŃSTWIE DLA GŁOSU PANA? Oto: POSŁUSZEŃSTWO lepsze jest niż ofiara, a UWAŻNE słuchanie lepsze niż tłuszcz barani. Gdyż nieposłuszeństwo jest takim samym grzechem jak CZARY, a krnąbrność jak bałwochwalstwo i oddawanie czci obrazom. PONIEWAŻ WZGARDZIŁEŚ ROZKAZEM PANA, więc I ON WZGARDZIŁ TOBĄ i nie będziesz królem" (1Sm 15,22-23).

"U tego kto ODWRACA UCHO, ABY NIE SŁYSZEĆ NAUKI, NAWET MODLITWA JEST OHYDĄ" (Prz 28,9).

"Gdzie NIE MA ROZWAGI, tam nawet GORLIWOŚĆ NIE JEST DOBRA" (Prz 19,2a).

Zawróćmy więc do zdrowej nauki, zdrowej modlitwy wstawienniczej, a wtedy jeszcze mamy szanse na prawdziwe przebudzenie wśród nas.

(em)

Artykuł jest własnością redakcji Miesięcznika "Chrześcijanin".
Przedruk dla celów komercyjnych możliwy jest po uzyskaniu zgody redakcji oraz podaniu źródła.
Do początku strony